Byłabym zapomniała...
Niepomyślne wieści z oddziału dziennego zakłóciły mi sen aż przez dwie noce. Wizja zmagań ze służbą zdrowia i instytucjami przeraża mnie, a z oddziału chyba jednak zrezygnuję, choć jeszcze się biję z myślami. Dziś w nocy jednak przyszedł spokój:
Za trzy lata minie mi trzydzieści lat pracy! Będę mogła bez łaski przejść na wcześniejszą emeryturę i raczej nie będzie mi trudniej niż na rencie, a kto wie, czy nie korzystniej. A do emerytury wszak można sobie dorobić, tak samo jak i do świadczenia z tytułu niepełnosprawności. Ach, jak mi ulżyło! Taka możliwość to koło ratunkowe.
Czasami się człowiek cieszy ze swojego wieku - cha, cha, cha!
ja z pracy chyba całkowicie nie chciałabym zrezygnować, ale fajnie byłoby pracować na pół etatu co najwyżej.
OdpowiedzUsuńA ja chyba porzuciłabym pracę bez żalu, ale ze względu na finanse też uważam pół etatu za dobre rozwiązanie.
UsuńW te lepsze dni wydaje mi się, że wyolbrzymiam swoje kłopoty, wymyślam. A jednak od dłuższego czasu obserwuję siebie uważnie i widzę, że słabsze dni wracają jak bumerang. Wdrażam różne "strategie przetrwania", a i tak niełatwo. Niestety, to nie lenistwo, w co chętnie czasami bym uwierzyła.
Teraz widzę, żę na Twoim blogu nie odświeżają się moje nowe posty, nie wiem, dlaczego. Może to wina innej przeglądarki, niż Chrom, z której teraz korzystam.
OdpowiedzUsuńMyślę, że już w porządku.
Usuń