Skradają się jak koty jesienne wieczory. Na razie nieśmiało, niepewnie, ostrożnie, a jednak już dają się zauważyć. Na razie dobrze mi z nimi ; może dzięki mojej lepszej formie psychicznej uda nam się zaprzyjaźnić?
Niewątpliwie mają urok - taki miękki, koci, stonowany. Każą zwolnić, zwinąć się w kłębek nad książką, z kubkiem herbaty czy kakao, ozdabiać wieczory zapachem ciasta ze śliwkami. Dostałam całą siatę od koleżanki, wczoraj je wydrylowałam, a dziś piekę z nimi claffoutis. Sezon na celebrowanie domowości otwarty.
Jakoś mi tak dobrze, ostatnio, nie brakuje energii, efektywniej zarządzam czasem i jeszcze zostaje trochę chęci na wieczorne blogopisanie, książkę do poduszki. A przecież nie wróciłam dzisiaj z pracy prosto do domu. Zachciało mi się zapolować na granatową bluzeczkę za kilka złotych. Bluzeczki nie udało się znaleźć, ale za to co innego wpadło... Rozgrzeszam się z naruszenia postanowienia nieodwiedzania szmateksów, bo szmatki były dziś przecenione.
Muszę przyznać, że z komponowania strojów satysfakcję mam niemałą. To rodzaj twórczości, wyrażania siebie. Dziś "przeprosiłam się" z bluzką, której z powodu pokaźnego dekoltu przez kilka lat unikałam. Wczoraj stwierdziłam jednak, że fantastycznie pasuje do spodni z szerszymi nogawkami. Czułam się naprawdę szykownie. Do tego balerinki w szpic - dawniej nie lubiłam ostrych nosków, a potrafią dodać sznytu.
Miły pan w szmateksie poinformował mnie, że ostatnim razem zostawiłam u niego siedem złotych i tyle mi dziś odliczył, gdy płaciłam za zakupy.
Miło było także otrzymać wiadomość od Bogusia. Boguś uczęszcza na spotkania terapeutyczne i zaproponował mi, że zapyta w grupie, czy mogłabym się przyłączyć. Zgodziłam się, chociaż spotkania są płatne. Nie muszę jednak uczestniczyć w każdym z nich, odbywają się zresztą tylko raz w miesiącu, a cena przesadnie wygórowana nie jest, wziąwszy pod uwagę dzisiejsze zwariowane stawki. Podobno spotkaniom towarzyszy bardzo przyjazna atmosfera. Jestem po raz kolejny mile przez kolegę zaskoczona i cieszę się, że będzie okazja do regularnych spotkań. Lubimy się, ot co.
W internecie znalazłam bardzo przyjemny blog: "Mało kasy, godne życie". Poza tym, że jest praktyczny, tchnie ciepłem i przytulnością - jakby w odpowiedzi na moje rozmyślania o nadchodzących jesienno - domowych wieczorach. Poczytam go sobie za chwilę do przysłowiowej poduszki, zajadając gorące claffoutis ze śliwkami, popijane zimnym mlekiem, tak jak lubię.