Przebolałam już utratę pieniędzy. Słusznie skwitował to kolega z oddziału: "Będą nowe" i podzielił się historią o żonie, która zamówiła przez internet zabawki dla dzieci i została bez pieniędzy oraz bez zabawek. Wiele osób przeżyło to samo, co ja.
Powróciłam do starych aparatów słuchowych. Są już oswojone i łatwiej mi z nimi funkcjonować. Czuję ulgę. Wyszłam dzisiaj z oddziału o wiele mniej rozdrażniona i zmęczona. Bez po południowej drzemki w domu jednak się nie obeszłam. Potem zaimprowizowałam obiad na jutro i pobieżnie uporządkowałam mieszkanie.
Nowe aparaty będę wdrażać stopniowo.
Dziś miałam indywidualną rozmowę z psychoterapeutką. Młode, początkujące chyba w zawodzie dziewczę, ale ciepłe, sympatyczne i dość wspierające. Pytała mnie, co w tym tygodniu mnie poruszyło i o czym chciałabym porozmawiać. Nie bardzo miałam pomysł, podzieliłam się moją niejednoznaczną samotnością. Właściwie nie jest ona dla mnie problemem, poświęcam wiele uwagi sobie i swoim sprawom, mój świat jest bogaty i nie odczuwam pustki. Jednak brak czasem dawnych regularnych spotkań z D., dochodzą do głosu rozdźwięki z rodziną i znajomymi - niespecjalnie odczuwam braterstwo ze światem, choć i nie żywię wrogości. Moja droga teraz wydaje mi się mocno osobna. Bogiem a prawdą tłoku wokół siebie nie stwierdzam.
Pomyślałam, już w domu, że następnym razem porozmawiam o moim zdezorganizowaniu i poczuciu życiowej niewydolności, o braku energii, by sprostać swoim życiowym i domowym standardom.
Jutro na oddział przychodzi mój ulubiony kolega. Cieszę się. Bardzo ciepło o nim myślę.
poniedziałek, 1 czerwca 2026
Nowinki
Subskrybuj:
Posty (Atom)