Cóż tu dzisiaj opisywać? Mało budująco i wczoraj, i dziś.
Mateuszowi pracownicy byli wczoraj oraz dzisiaj niedyspozycyjni, mieli swoje sprawy. Jemu zależało na czasie i szybkim posprzątaniu mieszkań, więc stanęło na tym, że obiecaliśmy posprzątać wspólnie z moim synem. Pięć godzin zajęło porządkowanie dwóch mieszkań, ganianie w tę i z powrotem z drugiego piętra na podwórze do garażu po różne rzeczy. Byłam mokra od potu, na prawej nodze zobaczyłam wieczorem krwawe wybroczyny, co jest jedną z "atrakcji" zespołu Sjogrena.
Dzisiaj znowu były dwa mieszkania do posprzątania, pościel do zmiany i wyprania. Praca sprzątaczki czy pokojowej to zajęcie zasługujące na prawdziwy szacunek! Mnie niestety, za wiele tym razem kosztowała i jestem rozdarta między sympatią do Mateusza, chęcią wsparcia go w imię przyjaźni, a potrzebą zadbania o siebie i całkowitej rezygnacji z tego zajęcia. Zwłaszcza że nie tylko fizycznie, ale i psychicznie mocno teraz niedomagam.
Niedosłuch wciąż aktualny. Wczoraj na oddziale na przemian płakałam i wściekałam się. Czuję się wykluczona społecznie. To ogromnie boli. Poruszyłam ten temat na grupie terapeutycznej, ale cóż oni, inni pacjenci mi mogli powiedzieć? To, co sama doskonale wiem: że emocje mnie wyczerpują, a nie rozwiązują moich problemów. Na Boga, przecież sama o tym wiem!
Postanowiłam na najbliższej grupowej terapii otworzyć się i poprosić o głos. I porządnie się wygadać ze wszystkiego, co mnie boli, a to nie tyko najświeższe sprawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz