sobota, 27 czerwca 2026

Sobotnio

Upał okrutny, zgodnie z zapowiedziami meteorologów. Cieszy mnie wolny dzień w domowym schronieniu. Latem chwalę sobie ogromnie moje warunki mieszkaniowe, bo i zieleni trochę wokoło, a nie jakaś miejska betonoza, i cienia nieco, i okna mogę otworzyć na przestrzał, tworząc kontrolowany przeciąg. Na głowę mokra opaska z bandany i można żyć. Przed chwilą wyszłam przed dom na kawę i lody, ale nie był to najlepszy pomysł, bo znowu mi za gorąco. Pod wieczór wybieram się na basen, jeszcze nie wiem, czy z synem, czy w pojedynkę. Syn stwierdził, że jest wrażliwy na klimatyzację, bo znowu się zaziębił w jakimś sklepie. Stwierdziłam, że randka z samą sobą na pływalni to świetny pomysł.

Niedaleko od nas powstał nowy sklep Lidl. Z jednej strony fajnie, bo sklep świetnie zaopatrzony, ale z drugiej - żal kolejnych połaci zabranych naturze i półwiejskich terenów, którymi lubiłam spacerować.
Dzisiaj wybraliśmy się do tego sklepu z synem na domowe sprawunki. Lubię te wspólne chwile z młodym i nasze rozmowy. A rozmowy są coraz dojrzalsze.
Dziś zapytałam, czy mu się dobrze układa z dziewczyną i usłyszałam, że "spoko". Jest z nią już około pięciu lat i jest to pierwszy jego związek. Cieszę się, że wygląda to tak stabilnie i spokojnie. Moja "synowa" to według moich dotychczasowych obserwacji, wartościowa dziewczyna, ma - jak to się mówi - poukładane w głowie.

Cóż jeszcze mogę dziś napisać?...

Wczorajsza rozmowa z Bogusiem bardzo mnie zreflektowała. Spojrzałam na siebie cudzymi oczami, z boku i przyznaję rację: okropnie się ostatnio zapamiętałam w swoim żalu nad utratą słuchu i komunikacyjnymi barierami. Przestałam widzieć możliwości i sposoby radzenia sobie, skoncentrowana na przeszkodach. Do tego stopnia zatraciłam dystans do siebie, że chwilami, daję słowo, zachowywałam się jak "szurnięta". Dosyć mi za to wstyd, ale tłumaczę sobie: nie ty jedna, Marto masz swoje szaleństwa. Pewna pacjentka ma blizny po samookaleczaniu, ktoś się przyznał, jak wściekły kopał meble, inna koleżanka w emocjach nie żałuje wulgaryzmów. A wszyscy pokazują też drugą, ludzką twarz, niejednokrotnie (ba! przeważnie!) pełną wrażliwości.

Wśród takich oto wspominek i drobnych aktywności upływa mi dzisiejsza sobota. Pora wziąć się za leniwy, upalny szybki obiad.

1 komentarz:

  1. Ja też prawie nie wychodzę dzisiaj z domu, zakupy planuję zrobic dopiero wieczorem. Co do nastrojów - myślę, że Twoja choroba to bardzo ciężka choroba i to ona rozwala Ci życie, bo przecież sama potrafisz dostrzec jego dobre strony. Wiele razy to udowadnialaś. Mam też inną refleksję - ja choruję na chorobę potępianą społecznie i w fazie ostyrej wykluczającej ze społeczeństwa, a jednak bardzo łagodnie ją od 13 lat przechodzę, zupełnie nie mam objawów, jedyna niedogodność to konieczność wzięcia zastrzyku raz na trzy tygodnie. Wiele razy czytając Twoje wpisy myślałam sobie, że dobrze, że to wlaśnie na nią zapadłam, a nie na przykład na to, co Tobie dolega.

    OdpowiedzUsuń