Bardzo zły dzień i wczoraj, i dzisiaj. Zmęczenie okropne. Złość, żal, frustracja.Może to infantylne, ale zabolało bardzo, że kolega, ten z którym tak dobrze się dogadywałam rok temu, który dał mi odczuć, że jestem lubiana, przesiadł się od nas (mnie i koleżanki) do innego stolika, przy którym zwolniło się miejsce. Podobno to jego ulubione stanowisko, ale uważam, że należało mi się jakieś słówko wyjaśnienia, koleżance zresztą też. Odebrałam to bardzo przykro, bo wiem, jak trudnym jestem teraz rozmówcą.
Zalały mnie emocje. Czuję żal i zniechęcenie. Na porannej społeczności wypomniano mi, że narzekam, a nie działam, by poprawić jakość swojego życia. Zgadzam się z tym, ale brakuje mi w tym wszystkim jakiegoś ciepłego słowa. Poczułam się winna. A co do działania, oczywiście pełna zgoda, ale czuję się tak bardzo zniechęcona i bez sił.
Czuję się poza marginesem życia.. Chwilami czuję, że moje życie się skończyło. Przeraża mnie wizja długotrwałej, mozolnej walki o lepszy los. Przecież ja jestem wykończona!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz