Nareszcie energia na jakimś normalnym poziomie. Nie drzemałam dzisiaj po południu, ogarnęłam mieszkanie, poodkurzałam, wyniosłam parę sezonowych szpargałów do garażu. Jaki to inny stan od tego, gdy musiałam do wszystkiego się zmuszać i wymyślałam sobie od śmierdzących leni. Nie byłam leniwa, lecz bardzo zmęczona.
W grupie terapeutycznej poprosiłam dzisiaj o głos i przeczytałam swój zapisek z niedzieli: "Trudne nastroje". Otrzymałam wiele wsparcia, a także refleksji. Niektóre trudno było mi przyjąć, ale niepozbawione były racji. Problem z niedosłuchem, udziałem w rozmowach wydaje mi się taki niecodzienny, taki mało powtarzalny, a przecież na oddziale każdy dźwiga coś, co jest tylko jego. Każdy z nas jest inny, a jednak podobny w tej swojej niepowtarzalności
Jestem teraz jednocześnie na właściwym, pożądanym poziomie energii, a jednocześnie po tych zwierzeniach jakby wyczerpana. Nie jest to to złe wyczerpanie. To tak jakby spadł ze mnie wielki ciężar, ale jeszcze się go czuje w pamięci, jeszcze plecy obolałe.
Pojawia mi się myśl: a może ze wsparciem farmakologicznym dam radę wrócić do pracy i pracować w lepszej kondycji niż przed pobytem na oddziale? A nuż... Można przecież leczyć się psychiatrycznie tak jak leczę inne choroby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz