Spędzam dzień w sposób budzący zgorszenie. I dobrze mi z tym!
Chyba zaczyna działać lek, bo choć do szczęścia jeszcze mi sporo brakuje, złapałam się na zadowoleniu i uśmiechu. Dzień, mimo iż cały w negliżu i z przerwami w pościeli, upłynął mi dość produktywnie i satysfakcjonująco.
Po bardzo długiej przerwie wróciłam do kursu korekty. Żmudna to jest robota, ale jakoś może wreszcie się uda go dokończyć. Posłuchałam interesujących podkastów, poczytałam coś w internecie, a przed chwilą ucieszyło mnie ogromnie zaproszenie od koleżanki ze studium bibliotekarskiego na Facebooku. Kilkanaście lat temu straciłam z nią kontakt, gdy przepadły mi numery telefonów. Pomyślałam sobie, że natura naprawdę nie lubi próżni i jeśli tracę jednych ludzi, pojawiają się inni.
Kolega Z. obudził we mnie uśpioną tęsknotę za ciepłem. Niekoniecznie z nim. Co do niego nie robię sobie nadziei, choć jest dla mnie ważny. Oboje mamy swoje ograniczenia i jego nie są wcale mniejsze od moich. Nie na wszystko mam wpływ.
Ale czy ktoś zechce taką "ślepą, głuchą i schorowaną" - jak mnie kiedyś określił pewien niemiły znajomy?
Tak czy owak, cieszę się dziś lepszym nastrojem i tym, co dobre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz