czwartek, 25 czerwca 2026

Przykrość i planowana konfrontacja.

Spotkała mnie przykrość, aczkolwiek niezamierzona.
Kolega Boguś alias Z. (niech będzie to pierwsze, bo bardziej mi się podoba) wspomniał na terapii grupowej, że czuje się przebodźcowany. Całkowicie to rozumiem, bo sama doświadczam tego do potęgi n-tej. Wspomniał, że jest gwarno i że "Marta głośno mówi". Nic takiego, ale poczułam ogromną, nieadekwatną wręcz przykrość. Potem, przy obiedzie on zauważył mój zwarzony humor i zapytał, nad czym tak rozmyślam. "O rozmaitych zawiłościach świata tego" - odparłam żartem. On wtedy coś tam dodał, czego już nie pamiętam, ale odpaliłam na to: "Skoro jestem za głośna, nie muszę wcale się odzywać". On zaczął tłumaczyć, że rozumie iż wynika to z mojego niedosłuchu. Nic już na to chyba nie odpowiedziałam albo coś zdawkowego i zajęłam się jedzeniem. On zapytał, czemu się tak zdenerwowałam, więc już z pewną irytacją odparłam: "Nieważne" i ostentacyjnie wpakowałam nos w książkę. Po chwili wyszłam z jadalni, aby nie okazać emocji.
Chodzę po tym już dwa dni jak struta. Jest mi serdecznie przykro. Liczyłam na powrót relacji, ciepła, rozmów, a niestety, nie ma na to szans. Pochłonęło go inne towarzystwo. Żałowałam, ale niebawem poszłam po rozum do głowy i zaczęłam się zwracać w stronę innych osób. Nawet nieźle szło, czułam zadowolenie i otuchę. Wtedy właśnie usłyszałam, że jestem za głośna.
Wiem, że mam tendencję do głośniejszego mówienia, ale nie do końca jest to ode mnie zależne, często dzieje się to spontanicznie i bezwiednie. Czuję się też potraktowana niesprawiedliwie, bo ani nie gadam najwięcej w grupie, ani też nie brak innych dosyć donośnych głosów. Boguś ciągle jest w jakichś interakcjach, bo albo mu się zwierzają wspomniane koleżanki, albo sam dołącza do innych osób i gada, gada, gada. Ale to ja jestem za głośna.
Mimo to zdecydowałam się dzisiaj na SMS do niego z wiadomością, że trochę przesadziłam i chciałabym porozmawiać na ten temat, bo nie chcę między nami nieporozumień i konfliktów. Dodałam, że rozważałam też omówienie tego na grupie terapeutycznej, ale sama nie wiem, co lepsze. W domyśle, decyzję pozostawiam jemu. Napisałam to i wysłałam - raz kozie śmierć!
Teraz czekam na odpowiedź. Pewnie się tak szybko nie doczekam, bo zorientowałam się już, że takie sprawy "załatwia" dość późnym wieczorem.
Jeśli nie odpowie, wyciągnę to na forum grupy pomimo dużej tremy. Tremy, bo to jednak dość osobiste i śmiałe. Jest w tym wątek mojej zawiedzionej nadzieli na przyjazną bliskość.
Swoją drogą - te relacje... Jest na oddziale parka przesiadująca w objęciach i trzymająca się za ręce. Nie sądzę, by to było coś więcej niż potrzeba okazania sobie ciepła, ale jednak wygląda dwuznacznie. A na oddziele zapowiedziano nam jasno, że tu się raczej w tego typu relacje nie wchodzi albo automatycznie oznacza to zakończenie pobytu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz