Żyję, żyję. Ino nie mam siły pisać.
Działo się sporo miłych rzeczy: kilkudniowy pobyt siostry z Włoch, wspólny czas, łyżwy, Netflix, buszowanie w szmateksach. Siostra nabyła świetne sztruksowe spodnie i żakiet, oddałam jej też sztuczne futerko, w którym nie chodzę, bo za krótkie jak na moje upodobania. Była też w ostatnią sobotę wycieczka po okolicznych górkach organizowana przez PTTK. Bałam się, czy podołam z osłabioną po operacji kondycją, ale jak długo można się bać? Postanowiłam spróbować i poradziłam sobie. Chociaż na szlaku bardzo boleśnie skręciłam nogę ; na szczęście na drugi dzień ból prawie zupełnie ustał i chodzę już niemal normalnie.
Jednak powrót do pracy po tygodniowym urlopie jest bardzo trudny. Męczy mnie, a gdy panuje "biomet niekorzystny" wręcz wykańcza, konieczność pilnowania dokładności opisów, uważanie na błędy, koncentrowanie się na tym, co robię. Dziś rozpaczliwie próbowałam utrzymać uwagę, ale po "siedem razy" czytałam bezmyślnie jedno i to samo zdanie. Znacie to uczucie, że przeczytało się stronę książki i nie ma się pojęcia, o czym?
Koszmar! Wczoraj po powrocie do domu przespałam całe popołudnie. Dziś też poleżałam, lecz nieco mi raźniej pod wieczór. Nie mam jednak ochoty na jakieś energiczne działania. Poczytałam na gpt o łatwych, szybkich, a mimo to zdrowych obiadach i zaplanowałam na jutro makaron z pesto oraz twarogiem. Nie miałam pojęcia, że dwa ostatnie można łączyć. Jestem ciekawa rezultatu.
Mam przeczucie, że jeszcze kilka takich zjazdów i dobrowolnie zgłoszę się do psychiatry, choćbym znowu miała trzy miesiące spędzić na oddziale dziennym. W dokumentacji do renty bardzo się to przyda.
W pracy dzisiaj kilka razy wychodziłam do toalety, aby tam z dala od wzroku innych położyć się na parę sekund na podłodze i zamknąć oczy.
Już mi się nie chce walczyć o "normalność", ale na razie jeszcze odczuwam "syndrom oszusta", który powinien po prostu wziąć się w garść.
Co to zresztą jest normalność? Narastająca niechęć do aktywności i zmęczenie?
Dojrzewam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz