Znowu ciężki dzień. Nie wiem, na ile normalne jest moje samopoczucie. Zmęcznie w końcu ludzka rzecz. Ale żeby tak co dzień albo co drugi? Czy to nie jest podświadome szukanie sobie wymówek od trudów życia?
Do trzynastej, mniej więcej, pracowało mi się dobrze. Potem koncentracja zaczęła mi spadać na łeb, na szyję i musiałam wkładać dużo wysiłku w jej jakie takie utrzymanie. Wyszłam z roboty skonana i teraz niewiele mam chęci na cokolwiek poza solidną drzemką. Zaraz chyba sobie pofolguję.
Wziąć się za tę rentę?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz