Znowu ciężki dzień. Nie wiem, na ile normalne jest moje samopoczucie. Zmęcznie w końcu ludzka rzecz. Ale żeby tak co dzień albo co drugi? Czy to nie jest podświadome szukanie sobie wymówek od trudów życia?
Do trzynastej, mniej więcej, pracowało mi się dobrze. Potem koncentracja zaczęła mi spadać na łeb, na szyję i musiałam wkładać dużo wysiłku w jej jakie takie utrzymanie. Wyszłam z roboty skonana i teraz niewiele mam chęci na cokolwiek poza solidną drzemką. Zaraz chyba sobie pofolguję.
Wziąć się za tę rentę?
Trudno powiedzieć, Ty najlepiej sama to czujesz. Może renta i jakaś inna praca, którą można by wykonywać w domu? Pisałaś o zajmowaniu się korektą, znam osobę, która na rencie dorabia ankietami telefonicznymi i jako tajemniczy klient oraz na portalu z wróżbami. Nie są to wysoko płatne zajęcia i mają swoje wady, ale zawsze to coś.
OdpowiedzUsuńNa pewno nie zawadzi popytać lekarzy i trochę się z nimi "przeprosić". Być może dałoby się pracować w dotychczasowym miejscu, ale na pół etatu.
UsuńKurczę, co drugi dzień jestem zmęczona jak górnik po szychcie!
patrz, jak mamy odwrotnie. Mnie choroba przyspiesza, lek celowo spowalnia pracę organizmu.
UsuńMoja Mama powiedziałaby: "kak niedolot, tak pierelot" ;) Czyli w wolnym tłumaczeniu, jak nie w jedną stronę przegięcie, to w drugą :)
UsuńPatrząc na to co do tej pory pisałaś (a czytam się od baaardzo dawna) wydaje mi się, że renta i opcja pół etatu w obecnym miejscu byłaby super rozwiązaniem. Ja głosuję za takim rozwiązaniem dla Ciebie :)
OdpowiedzUsuńChyba Cię posłucham :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń