niedziela, 4 stycznia 2026

Świetliście

Gdy świeci słońce, mój pseudosalon pełen jest światła. Kocham naturalną jasność. Za oknem w ogródku śnieg skrzy się w słońcu iskierkami w kolorach tęczy ; tyle razy już te iskry widziałam, cieszyłam się nimi, ale chyba dopiero dzisiaj zauważyłam, że rozszczepia się w nich światło i barwo je na tęczowo. Cudo!
Pełne jasności są też obrazy Claude'a Moneta przysłane mi przez znajomego via internet. Obrazy ktoś ożywił za pomocą sztucznej inteligencji i muszę przyznać, że efekt jest bardzo przyjemny.

Synuś wrócił wczoraj z miasta wojewódzkiego, ale był tak niewyspany po jakichś nocnych harcach i zapewne spóźnionym pakowaniu manatków, że położył się spać po południu, rezygnując nawet z obiadu. Wszystkie jego rzeczy są więc porozstawiane po naszym maleńkim mieszkaniu, że aż trzeba między nimi kluczyć niczym w labiryncie. To nic, to znaczy, że dom żyje i jest w nim ktoś, kto mu życia przydaje.
Nie jest to do końca pożądane, gdy syn porzuca studia i wraca do domu rodzinnego, ale wierzę, że to sytuacja przejściowa. Cieszę się jego bliskością i ze wzruszeniem wspominam wczorajszy spontaniczny gest. Kiedy już leżałam w łóżku z książką., znienacka postawił przede mną kubek napoju, który okazał się aloesowwym.

Z tych małych iskierek rozbłyska dzisiaj światło mojej radości (zachciało mi się metafor!).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz