wtorek, 20 stycznia 2026

Lepiej!

Trochę już późno, trochęm zmęczona, ale popisać chcę, bo mam o czym.

Jakże inny dzień od wczorajszego odchodzi do wspomnień.

Taka być lubię: pogodna, sprawcza, zrelaksowana. Nawet jeśli zmęczona, to zmęczeniem zdrowym, dającym satysfakcję.

Rozmaite duchowe przewodniczki (przewodnicy też, ale wśród najbliższych memu sercu przeważają kobiety) zachęcają, by bacznie się sobie przyglądać, obserwować siebie i poznawać. Sprawdzać, co nam służy, a z czym zupełnie nie po drodze. Bywa to wymagające, bo trzeba się zatrzymać, przestać działać automatycznie i bezrefleksyjnie - ale opłaca się po stokroć. Odpowiada to mojej naturze, bo zawsze byłam "filozofem". Lubię usiąść tak po prostu, pobyć sama ze sobą i pobyć z tym wszystkim co we mnie i wokół mnie. Od pewnego czasu podchodzę do siebie i moich stanów wręcz badawczo.

Przyszło mi dziś na myśl, że takie chwile niemocy jak wczoraj, nawiedzają mnie często, ale nigdy nie pomaga smaganie się samokrytyką i branie się do galopu. Owszem, zrobię wtedy, co do mnie należy, ale nie jest to najwyższej jakości, ani mnie nie pozwala poczuć się lepiej (choć bywam zadowolona, że się przemogłam). Wczoraj odpuściłam totalnie, spędziłam popołudnie na najczystszym nieróbstwie. Dzisiaj w rezultaicie mam więcej energii i bez niechęci zajmowałam się obiadem, kolacją, paleniem w piecu i zakupami.

Wieczorem, krzątając się w kuchni odsłuchałam z Youtube wywiad z kolejną inspirującą postacią: Mają Wąsałą. To kobieta "klimatyczna" - twórcza, artystyczna, z głęboką duchowością, a jednocześnie taka swojska i konkretna. Bardzo lubię ten właśnie rodzaj duchowości: zakorzeniony i uziemiony, nie udający życia na różowej chmurce, poza całą prozą życia. Maja bardzo przekonująco pokazuje, że można spełniać się tu i teraz, nie czekając na specjalny moment i warunki. Gotowi jesteśmy już, teraz, tacy, jacy jesteśmy. Łatwiej to powiedzieć, niż naprawdę tym żyć, ale Maja tak bardzo pokazuje,  że jest to możliwe.

Wywiadu można posłuchać tutaj.

W pracy dzisiaj też lepsza atmosfera. Kierowniczka spokojniejsza, weselsza, aż jej o tym powiedziałam, nadmieniając, że chyba już ma z głowy najtrudniejsze prace związane z zamykaniem starego roku, obliczeniami, statystykami, podsumowaniami. Odparła mi na to, że po prostu postanowiła nie przejmować się tak bardzo. Żartobliwie dodała, że najgorsze dopiero przed nią. Tak czy siak - lżej dzisiaj w pracy było oddychać. Wyjaśniłyśmy sobie między wierszami ostatnie nieporozumienia. Jak to dobrze, że jest możliwość i obopólna chęć, by się dogadać. Nabrałam nieco otuchy i dystansu do trudności.Le

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz