Trochę już późno, trochęm zmęczona, ale popisać chcę, bo mam o czym.
Jakże inny dzień od wczorajszego odchodzi do wspomnień.
Taka być lubię: pogodna, sprawcza, zrelaksowana. Nawet jeśli zmęczona, to zmęczeniem zdrowym, dającym satysfakcję.
Rozmaite duchowe przewodniczki (przewodnicy też, ale wśród najbliższych memu sercu przeważają kobiety) zachęcają, by bacznie się sobie przyglądać, obserwować siebie i poznawać. Sprawdzać, co nam służy, a z czym zupełnie nie po drodze. Bywa to wymagające, bo trzeba się zatrzymać, przestać działać automatycznie i bezrefleksyjnie - ale opłaca się po stokroć. Odpowiada to mojej naturze, bo zawsze byłam "filozofem". Lubię usiąść tak po prostu, pobyć sama ze sobą i pobyć z tym wszystkim co we mnie i wokół mnie. Od pewnego czasu podchodzę do siebie i moich stanów wręcz badawczo.
Przyszło mi dziś na myśl, że takie chwile niemocy jak wczoraj, nawiedzają mnie często, ale nigdy nie pomaga smaganie się samokrytyką i branie się do galopu. Owszem, zrobię wtedy, co do mnie należy, ale nie jest to najwyższej jakości, ani mnie nie pozwala poczuć się lepiej (choć bywam zadowolona, że się przemogłam). Wczoraj odpuściłam totalnie, spędziłam popołudnie na najczystszym nieróbstwie. Dzisiaj w rezultaicie mam więcej energii i bez niechęci zajmowałam się obiadem, kolacją, paleniem w piecu i zakupami.
Wieczorem, krzątając się w kuchni odsłuchałam z Youtube wywiad z kolejną inspirującą postacią: Mają Wąsałą. To kobieta "klimatyczna" - twórcza, artystyczna, z głęboką duchowością, a jednocześnie taka swojska i konkretna. Bardzo lubię ten właśnie rodzaj duchowości: zakorzeniony i uziemiony, nie udający życia na różowej chmurce, poza całą prozą życia. Maja bardzo przekonująco pokazuje, że można spełniać się tu i teraz, nie czekając na specjalny moment i warunki. Gotowi jesteśmy już, teraz, tacy, jacy jesteśmy. Łatwiej to powiedzieć, niż naprawdę tym żyć, ale Maja tak bardzo pokazuje, że jest to możliwe.
Wywiadu można posłuchać tutaj.
W pracy dzisiaj też lepsza atmosfera. Kierowniczka spokojniejsza, weselsza, aż jej o tym powiedziałam, nadmieniając, że chyba już ma z głowy najtrudniejsze prace związane z zamykaniem starego roku, obliczeniami, statystykami, podsumowaniami. Odparła mi na to, że po prostu postanowiła nie przejmować się tak bardzo. Żartobliwie dodała, że najgorsze dopiero przed nią. Tak czy siak - lżej dzisiaj w pracy było oddychać. Wyjaśniłyśmy sobie między wierszami ostatnie nieporozumienia. Jak to dobrze, że jest możliwość i obopólna chęć, by się dogadać. Nabrałam nieco otuchy i dystansu do trudności.Le
Ostatnio coś czytałam i zaczęłam się zastanawiać, czy nie cierpisz na zespół chronicznego zmęczenia.
OdpowiedzUsuńLicho wie Wodnikowa Panno. Czytam czasami wypowiedzi na facebookowej grupie chorych na Sjogrena i tam nagminnie skarżą się na zmęczenie. Niewykluczone zatem. Ciężko się z tym żyje, zwłaszcza gdy człowiek wyrósł w poczuciu różnych powinności. Dziś odwiedziliśmy babcię syna z okazji jej święta. Teraz, po powrocie z mroźnego spaceru przez spory kawałek miasta zapakowałam się pod koc. Nic już dziś nie robię, choć powinnam umyć naczynia oraz zadbać o obiad na jutro, i myślę (na szczęście z przymrużeniem oka), że druga babcia syna czyli moja osobista mama przewraca się w grobie.
OdpowiedzUsuńDziękuję za piękną zapowiedź wywiadu - rozmowy z Mają, którą miałam przyjemność gościć na moich "Wtorkach u Autorki" Jak to cudnie, że filmy żyją swoim życiem i trafiają do kolejnych osób, by nas w jakoś sposób połączyć. Co do zmęczenia, to jeszcze przed rokiem czułam dokładnie to samo, za bardzo się kiedyś rozpędziłam w działaniu, pisaniu, spotkaniach itp. aż za którymś razem przypłaciłam to kolejną chorobą, zapaliła się czerwona lampka. Zwolniłam, bo moje zmęczenie sięgało zenitu. Odpuściłam i pozwoliłam sobie (i to dzięki Mai także )na przerwę, a może i zakończenie mojej nadaktywności, tego jeszcze nie wiem, ale w końcu dowiedziałam się, że energia oddawana nie może przewyższać tej którą gromadzimy - bo to nie ma prawa się udać. Dlatego póki co - uzupełniam braki. Zaczęłam w niewłaściwej kolejności :) Pozdrawiam serdecznie Gabrysia
OdpowiedzUsuńDziękuję serdecznie za komentarz.
OdpowiedzUsuńCałe życie zmagam się ze zmiennymi nastrojami i spadkami energii. Taka neurologia - z poważnymi usterkami od urodzenia. Taka historia... Szukam sposobów, by sobie z tym radzić, obserwuję i staram się poznać siebie, tworząc własną "instrukcję obsługi". Bardzo długo błądziłam po omacku i - jak mawiam - moje zmienne stany miały mnie, zamiast odwrotnie. Powoli to zmieniam.