Ciężka atmosfera zapanowała wczoraj w pracy.
Nie bez wątpliwości, ale wstąpiłam kilkanaście (chyba już) lat temu w szeregi związków zawodowych. Było jak było, jako szeregowy członek niewiele mam do powiedzenia.
Jednak jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana.
Od roku mamy w pracy nową dyrektorkę... Dyrektorka z niej nowa, ale pracownik już wieloletni. Dała się przez te wszystkie lata poznać jako niezły "podskakiewicz", osoba przemądrzała i pełna roszczeń, myśląca przede wszystkim o własnych ambicjach i korzyściach. Intelektualnie średnia, ale pewna siebie i przebojowa.
O paradoksie, związek zawodowy w naszej pracy ma w swoich szeregach pracodawcę, a ideą związków była przecież ochrona przed zakusami pracodawców.
Pojawiły się pierwsze sygnały, że dyrekcja będzie próbowała urobić sobie związkowców. Już podobno odbyła pierwsze rozmowy z koleżankami, kogo widziałaby w zarządzie, bo właśnie nastała pora nowych wyborów. Poza jej plecami odbyłyśmy między sobą rozmowę, w której dwie z koleżanek kategorycznie odmówiły kandydowania do zarządu. Jedna zbyt blisko współpracuje z dyrekcją i nie chciałaby być między młotem a kowadłem, a druga nie czuje się na siłach jako młody jeszcze pracownik. Ponieważ nasz związek liczy garstkę członków, pozostała właściwie tylko jedna kandydatka i tę też wskazałyśmy. Porozumiałyśmy się, że trzeba mieć się przed dyrekcją na baczności, nie dać sobie wmawiać niestworzonych rzeczy i trzymać wspólny front oraz - nomen omen - solidarność.
To jeszcze nie koniec. Dziewczyny przekonywały mnie wczoraj, że powinnam podjąć starania o rentę inwalidzką i nawet podpowiedziały pierwsze kroki. Zażartowałam, żę chyba mnie nie lubią i chcą "wykopać" z pracy, na co one gorąco zaprotestowały.
Cóż... może i prawda, że to z życzliwości. A jednak budzi się we mnie podejrzliwość. Czy to nie jest próba pozbycia się mnie w kulturalny sposób? A może dają mi do zrozumienia, że powinnam zabezpieczyć swoją przyszłość, bo licho nie śpi?
Nie wiem, nie wiem! Mam jednak poczucie, że to jakiś sygnał od życia, ponieważ od jakiegoś czasu kwestię renty rozważam intensywnie. Nie mam tylko odwagi, by zacząć działać w tej sprawie. A może już najwyższy czas?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz