piątek, 23 stycznia 2026

Ot, jeden dzień z wielu

Raz lepiej, raz gorzej. Raz energia, raz totalna niemoc. Przed chwilą odpisałam na komentarz Gabrysi Kotas, że poznanie siebie pomaga mi stworzyć instrukcję obsługi samej siebie, dlatego tak uparcie grzebię w sobie i swoich nastrojach.

W ciągu dobiegającego końca tygodnia zaliczyłam dwa spore spadki energii i za chwilę radość z jej odzyskania. Niewiele pośrodku. Pocieszam się, że lepsza ta huśtawka niż jakaś przewlekła depresja.

Wczoraj po pracy podeszłam do Mateusza, bo mu się pracownica rozchorowała i nie było komu jej zastąpić. Okropnie byłam z tego niezadowolona, ale nie chciałam odmawiać pomocy. Tego się przyjaciołom nie robi (bez naprawdę ważnych powodów i według mojego osobistego kodeksu). Zmarzłam bardzo w nieogrzewanym pomieszczeniu. Do domu wróciłam zniechęcona, spowolniona, zmęczona. Machnęłam ręką na bałagan i zapakowałam się do łóżka.

Dziś byłam nieźle zregenerowana, pracowało mi się nieźle, a i roboty było ciut mniej. Z kierowniczką trwa proces odnajdowania porozumienia i docierania się. To w gruncie rzeczy dobra dziewczyna, tyle, że i ona ma swoje wrażliwości. Nawzajem się siebie uczymy. Doceniam jej chęć porozumienia.

Podobno idą śnieżyce, a towarzyszyć mają odwilży. A ja jestem niemal pewna: chodzący ze mnie barometr - wiadomo, od czego moje "zniżki"!

Ponieważ nie zrobiłam wczoraj obiadu, poprosiłam syna o przyrządzenie zupy z zakupionej mrożonki. Syn wywiązał się z zadania bardzo dobrze ; nie wiedział tylko biedak, ile dodać śmietany, więc wlał cały większy pojemnik. Zupa wyszła jednak bardzo smaczna i treściwa. Młodemu gotowanie nie jest obce, ale z zupą miał do czynienia pierwszy raz w życiu. Pochwaliłam za udany debiut a ze śmietany pośmialiśmy się wspólnie.

Mimo że czuję się lepiej niż wczoraj, chęcią ruchu nie pałam, Bałagan kwitnie od wczoraj, a ja zdecydowałam, że pokwitnie sobie do jutra. Udaję, że nie widzę :) Zasnę chyba dzisiaj wcześnie, a przed snem spróbuję coś poczytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz