piątek, 4 września 2026

Potrzebna pomoc

Martwi mnie sprawa koleżanki poznanej latem na oddziale.
Na oddział bez powodu się nie trafia. Są tu ludzie mniej i bardziej poturbowani życiem. Ta koleżanka ma "pod górkę" jak mało kto. Klepie po prostu biedę, bo nie może znaleźć pracy, a głównym źródłem utrzymania jest renta pobierana przez córkę po zmarłym ojcu, mężu mojej znajomej. Żałosne tysiąc siedemset (według "mojego" kursu korekty w tekstach literackich unikamy cyfrowego zapisu liczebników, poza pewnymi konkretnymi sytuacjami) złotych. Koleżanka dorabia do tego sprzątaniem jakiegoś terenu, ale raz w tygodniu i również za marne pieniądze. Jest znerwicowana i bardzo się wszystkim przejmuje, czasem zupełnie niepotrzebnie.
Jakby mało było tych wszystkich bied, w pierwszych dniach sierpnia w dach jej starego drewnianego, niedużego domu uderzył piorun podczas burzy. Na naprawę szkód zupełnie jej nie stać. Gmina zaoferowała prześmieszny zasiłek celowy w wysokości pięciuset złotych i orzekła, że wypadek nie spełnia kryteriów klęski żywiołowej.
Zachęciliśmy koleżankę do otwarcia zbiórki w internecie, na Zrzutce. Niestety, z mizernym skutkiem. Od początku miesiąca wpłynęło raptem kilka datków, zrzutka utknęła w miejscu. Promuję tę zbiórkę, gdzie się tylko da, ale niewiele to daje. Sprawę utrudnia fakt, że X. boi się informować w swoim profilu na Facebooku o zbiórce z obawy, że ludzie z jej rodzinnej miejscowości ją "zjedzą", gdy się dowiedzą. Zbieram siły, by ją przekonać, że głupMniimi ludźmi nie warto sobie zawracać głowy, a dobrzy potrafią naprawdę dobrocią zaskoczyć. Ale cóż...?

Uwidacznia się tu zagadnienie, o którym czytałam, kwestia nastawienia do ludzi. Nie chcę wartościować, stopniować, ale X. doznała w życiu wiele krzywdy od bliskich i nie tylko. To sprawia, że z nieufnością i lękiem odnosi się do świata. I niestety - chociaż wiem, że to brzmi niczym z kiepskiej literatury - świat na to odpowiada. Mnie wsparło naprawdę wiele osób, gdy zbierałam na nowe aparaty słuchowe. Pomimo skrupułów miałam więcej śmiałości, by się ujawnić, prosić... no i chyba mam więcej przyjaznych relacji, trochę też zapewne więcej szczęścia.

Tak czy siak - moja koleżanka rozpaczliwie potrzebuje pomocy. Myślę usilnie, jak znaleźć rozwiązanie problemów, a także ośmielam się prosić na "łamach" tego blogu: jeśli gotowi jesteście udzielić jej wsparcia, wpłacić choć niewielką sumę na jej zbiórkę - napiszcie, proszę, o tym w komentarzu pod postem. Udostępnię "namiary" pocztą, bo tutaj pragnę zachować anonimowość i choć odrobinę dyskrecji.


PS. Z rzeczy przyjemniejszych - pod koniec dniówki w pracy otrzymałam wiadomość od Bogusia. Zapytał, czy wychodzę z pracy o zwykłej porze i czy mam ochotę oraz czas się spotkać i pogadać, bo akurat ma wolną chwilę, zanim przyjedzie jego autobus. Jasne, że się zgodziłam.
Wspólny czas upłynął jak zwykle przyjemnie. Lubię Bogusia za jego uważność, kulturę, inteligencję. Rozmowy płyną nam swobodnie, mamy wiele wspólnych tematów. Ba! Nawet nasze daty urodzenia różnią się zaledwie o jeden dzień (tylko rocznik inny, ja jestem młodsza) :)
Mrzonek jakichś romantycznych sobie nie stwarzam, ale fajnie było mieć świadomość, że ładnie się dzisiaj ubrałam, Ha, ha (podobno można to pisać zarówno przez "h", jak i "ch").

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz