Dziś drugi dzień na oddziale. Dobrze mi było i spokojnie. Towarzystwo życzliwe, a przy tym nienachalne, nieprzytłaczające. Rok temu prym wiodły osoby dość intensywne, a i ja chyba jednak byłam w znacznie gorszej formie niż tego roku. Ten poprzedni pobyt oceniam jako wartościowy, lecz niełatwy. Bywałam przebodźcowana i rozdrażniona aż do łez.
Możliwe, że wpływ na moje samopoczucie mają też nowe aparaty słuchowe, którymi posługuję się na przemian ze starymi. W zależności od sytuacji różnie się one sprawdzają i nie odważę się stwierdzić, że te nowsze są lepszej jakości. Inaczej przetwarzają dźwięki (może jeszcze nienależycie ustawione, bo to wymaga czasu, testowania rezultatów i regularnych wizyt w zakładzie protetyki słuchu). Bardzo mi odpowiada, że mogę je wybierać w zależności od potrzeby.
Śmiało mogę powiedzieć, że tym razem na oddziale się regeneruję.
Po ostatniej nocy i długim śnie czułam się rano jeszcze trochę niemrawa i wahałam się, czy nie zrezygnować z planowanej na jutro wycieczki na Roztocze organizowanej przez PTTK. Teraz jednak decyduję: jadę! co zobaczę i przeżyję, to moje. Będzie wśród uczestników były mąż D., więc liczę na jakieś "ciekawostki" o tej osobie. Może to plotkarskie trochę z mojej strony, ale przyznaję, że cała ta historia z nią w roli głównej nie jest mi obojętna i chętnie skonfrontuję własny punkt widzenia z oglądem z innej, także bliskiej perspektywy. Oczywiście jeżeli on sam cokolwiek na ten temat wspomni
Roztocze natomiast, cel jutrzejszej wyprawy, jest mi bliskie, bo to miejsce pochodzenia mojej Mamy. Wyjechała stamtąd jako dziecko, ale odwiedzała bliskich, którzy tam pozostali. Mając w pamięci jej wspomnienia, odnoszę wrażenie, że kochała to miejsce i tęskniła. Mam i ja przez to sentyment do tego regionu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz