piątek, 6 listopada 2026

Dzisiaj...

Lubię niezmiernie to poczucie stabilności i spokoju, które właśnie odczuwam. Domowe sprawy na bieżąco ogarnięte, chyba wreszcie opanowałam swój chaos. Nie jest oczywiście sterylnie i układnie jak z obrazka, ale mam poczucie kontroli nad sytuacją. Długo, latami brakowało mi tego.

Pracowało mi się dzisiaj znakomicie, a przecież wcale lepiej się nie wyspałam niż ostatnio. Wręcz przeciwnie, tak się wciągnęłam w internetowe poszukiwania, że znowu minęła północ, gdy się kładłam do łóżka. Ogromne znaczenie ma chyba pogoda, ciśnienie czy wilgotność powietrza. Dziś ładnie i słonecznie, chociaż już wyraźnie chłodniej. Przywróciłam do łask płacz noszony zimą.
Odważyłam się też na wygrzebane kiedyś w szmatałasie grubsze zimowe szarawary. Jakoś nikt w pracy, o dziwo, nie zwrócił uwagi. Lubię ubrać się czasem odrobinę ekscentrycznie, ciągnie mnie do strojów z określonym, nieco artystycznym przekazem.

Po powrocie do domu, prosto z pracy, szybko przygotowałam obiad z tego, co leżało w lodówce, zamrażarce i szafce: makaron ze szpinakiem z mrożonki, białym serem i odrobiną parmezanu. Smakowało, najadłłam się niczym ta, co z niej szynkę robią.
W piecu jeszcze dzisiaj nie paliłam. W czasie gotowania zrobiło się cieplej od kuchenki i pary, teraz siedzę pod kocem w dodatkowej bluzie i ręce mam ciepłe. Po jedzeniu trochę czuję się senna, a że kawę dzisiaj piłam tylko jedną, rano, pozwolę sobie na drugą. A wieczorem planuję wyjście na basen. Zbieram się do tego już od dawna i czuję dziś, ze mam ochotę zaprezentować światu swój osobiście skomponowany strój kąpielowy, nie od kompletu, ale przyjemnie zestawiony kolorystycznie - w moje ulubione niebieskości: góra - turkus, dół - kobalt. Stary strój jeszcze w przyzwoitym stanie, ale od samego początku nie podtrzymywał mi dobrze "darów natury", więc się w końcu zbuntowałam i znalazłam kreatywne rozwiązanie. W szmateksie taniej wszak, a kto powiedział, że zawsze kostium muszę mieć "do pary"? Mam trochę oporów przed nałożeniem dołu, ale wymyśliłam, że sprawę rozwiążę zwykła bielizna pod spodem. I juz!

Uznałam, że trzeba się po prostu zmobilizować, zamiast wciąż ten basen odkładać. Trzeba o siebie zadbać jak o własne dziecko, któremu chce się sprawić wartościową przyjemność.

Chodzi mi po głowie wczorajsze ogłoszenie o domu do sprzedania. Puszczam wodze fantazji, jak to rozwieszam pranie na strychu, urządzam przepierki w pralce turystycznej i nawet na brak "cywilizowanej" ubikacji oraz niskokosztowe doprowadzenie wody ze studni znajduję sposoby. Poczytałam oczywiśćie na ten temat w internecie. Bardzo chciałabym porozmawiać o tym z kimś, kto zna się na rzeczy. Nie boję się spartańskich warunków, sądzę, że dla atrakcji, które własny dom z podwórzem zapewnia, warto byłoby się pomęczyć. Miejsce i działka są urokliwe.

PS. Pośmiejcie się razem ze mną: wczoraj odbyło się w bibliotece spotkanie z pisarką i wydawczynią w jednej osobie. Aby dobrze ją słyszeć, użyłam aplikacji telefonicznej, która przekształca mowę na tekst. Narzędzie jest tak "doskonałe", że zamiast "Feniks", napisało mi "penis".

Czego głuchy nie usłyszy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz