piątek, 6 marca 2026

Newsy mniejsze i większe

Dzień miałam dzisiaj bardzo udany, chociaż oczywiście niewyczerpywanie się skupieniem w pracy wymaga całej strategii: jak najmniej rozpraszania się bzdurami, jednocześnie dbanie o krótkie przerwy na oddech, jakieś porozciąganie się w toalecie, zrobienie sobie kawy lub herbaty. Wszelako dziś się udało i wyszłam z biblioteki jeszcze z niezłym zapasem energii.

Podjęłam żeńską ( 😀 ) decyzję, by udać się do pobliskiego szpitala psychiatrycznego i zapisać się na wizytę u specjalisty. Zrobiłam to, bo dosyć już dręczenia się rozterkami i poczuciem winy. Jestem w potrzebie i zasługuje na wsparcie!

Kolejny milowy krok to wizyta w pracowni protetyki słuchowej. Mam już pieniądze na nowy sprzęt! Na Zrzutce wprawdzie uzbierałam tylko połowę potrzebnej na nowe aparaty sumy, ale co nieco dostało mi się poza zrzutką od dobrych znajomych i krewnych. Mamy siostra, na przykład przelała tysiąc złotych na moje prywatne konto, od wielu osób pieniądze otrzymałam bezpośrednio. Piesek Riko też nie za darmo był moim podopiecznym przez prawie trzy miesiące.
Stwierdziłam wreszcie, że już mnie stać na "lepsze zabawki", które na razie zdecydowałyśmy się z panią z pracowni wstępnie jeszcze raz przetestować.
Ach! Czuję sprawczość i moc!

Mniej nieco będą kosztować te słuchowe protezy, niż się spodziewałam, toteż postanowiłam za resztę kupić sobie "uczciwy" odkurzacz. Taki z porządnym ssaniem i niewyłączający się po dwudziestu minutach używania jak ten, na który nabrałam się kiedyś w Biedronce i teraz tylko zajmuje miejsce w kącie, bo już szczotka na kiju lepiej się spisuje i przynajmniej nie strajkuje w połowie pracy. A tego starego grata komuś po prostu oddam.

Skoro mowa o pieniądzach - wojuję z sąsiadem. Kilka już miesięcy temu pomógł mi naprawić awarię pieca i centralnego ogrzewania, ale skubany dobrze wiedział, co robi i w co inwestuje. Zapłaciłam mu, aczkolwiek skromnie za fatygę, ale to mu nie wystarczyło. Sąsiadunio migiem wykorzystał moją wdzięczność, przymilił się, uśmiechnął (a umie!) i wydębił ode mnie pokaźną pożyczkę. Pomna wcześniejszych niemiłych doświadczeń, doskonale wiedziałam, czym ryzykuję, ale świadomie podjęłam ryzyko. A nuż mnie tym razem zaskoczy? Bo oczywiście były obiecanki w stylu: "Sąsiadka! Do końca tygodnia / do przyszłego piątku, w przyszłym miesiącu już na pewno!". Najnowsza wersja głosi, że do piętnastego marca. Kiedy wyraziłam złość - przytulił mnie, rzucił jakiś żarcik. Szczerze mnie już irytuje ta sytuacja. Bez ogródek - to czysta bezczelność! Facet jest kawalerem, mieszka u matki, pracuje - i notorycznie pożycza, zdaje się, że nie tylko ode mnie.
Obiecałam mu, że go nie zdradzę przed matką, by jej nie denerwować, korci mnie jednak, by to zrobić i aby nie czuł się bezkarny. Aczkolwiek jestem zdania, że to sprawa między nami i wciąganie w to rodzica jest dziecinadą. Ale skoro on sam zachowuje się jak dzieciuch...

Cóż jeszcze z newsów? Koleżanka, którą kilka lat temu poznałam na rajdzie rowerowym, skrzyknęła przez Facebook grupkę chętnych na wspólne uprawianie sportu i turystyki. Byłam już na pierwszej koleżeńskiej przechadzce z kijkami, a jutro kroi nam się wyprawa za miasto na leśne ścieżki. Jeszcze nie znam szczegółów, ale już sobie układam plan działania, by mieć czas na tę niewątpliwą przyjemność i by nie ucierpiało na tym domowe gospodarstwo.

Tymczasem jednak odpoczywam, bo i to jest teraz ważnym punktem w moim życiu. Za chwilkę skok na jakieś spożywcze zakupy i wstępne przygotowanie jutrzejszego obiadu.

A potem poczytam. Przytargałam z biblioteki "Odpowiedź Hiobowi" Carla Gustava Junga. Rzecz to poważna i nie obiecuję sobie, że zgłębię od deski do deski. Raczej poczynię wstępne rozpoznanie treści. A potem zadecyduję: Jung czy Osho, którego "Miłość, wolność, samotność" zaczęłam w mijającym tygodniu.

O tym ostatnim jeszcze pewnie napiszę, bo jest fascynujący, a zarazem budzący mieszane uczucia.

Ach! Jeszcze byłabym zapomniała: w bibliotece odwiedziła mnie dzisiaj kobieta poznana w Klubie Pacjenta, do którego uczęszczam. Co za miła niespodzianka! Jak to fajnie spotkać... drugiego człowieka. O spotkaniach chyba też niebawem popełnię post, bo zaiste są spotkania i spotkania, ludzie i ludziska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz