poniedziałek, 13 lipca 2026

Ot, dzień...

Dość głupio spędziłam dzisiejszy dzień. Trudno, zdarza się Rano wyskoczyłam na rowerze odwiedzić jeszcze raz oddział, ponieważ zapomniałam w dzień wypisu zabrać swój kocyk, którym okrywałam się podczas poobiednich relaksacji. A potem?

Potem poniosło wariatkę do szmateksu - ot, tak, "tylko popatrzeć". Długo łaziłam, szperałam i rzeczywiście przygarnęłam kilka przydatnych rzeczy po trzy złote sztuka. Mówiłam sobie, że czas kończyć, ale jeszcze kusiło "ostatni raz" przejrzeć wieszaki, poszperać w boksach (nie wiem, czy to rzeczywiście się tak nazywa) z odzieżą. Czasu jednak straciłam mmóstwo, a od dreptania między wieszakami nogę mam teraz usianą wybroczynami. Dobrze byłoby zrezygnować z wizyt w tych przybytkach rozpusty na dłuższy czas. Nawet nie zaglądać, bo jestem już na tyle wprawnym łowcą, że niemal zawsze coś przynoszę. W końcu dorobię się takich zapasów jak nasza sąsiadka z podwórka, pani Andzia, cierpiąca na chorobliwe zbieractwo!

Drugim nawykiem, który mocno mnie już uwiera, jest częste, machinalne sięganie po telefon komórkowy i tak zwane scrollowanie. Obiecuję sobie radykalnie to ograniczyć, ale słabo mi wychodzi. Postanowiłam, że gdy tylko syn przestanie być ode mnie zależny i nie będzie nas już łączył wspólny abonament, kupuję sobie "głupi" telefon bez internetu. Wystarczy mi ten w chromebooku, bo ten nie wciska się tak nachalnie w moje życie.

Synuś wyjechał po południu do miasta wojewódzkiego, gdzie spędzi kilka dni z "synusiową". Jestem sama w domu i chcę dobrze, w pełni wykorzystać tych kilka dni wolnych od pracy zawodowej, które mi jeszcze zostały. Chcę aby towarzyszył im relaks, ale i odrobina wewnętrznej dyscypliny. Lubię, gdy moje dni mają "ręce i nogi", nie rządzi mną chaos i brak motywacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz