niedziela, 5 lipca 2026

Ulga

Wczoraj jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość o zaginięciu młodego chłopaka z mojej bliskiej rodziny. Rodzice przeżyli horror, a ja oczami wyobraźni widziałam jego pogrzeb. Dziś matka chłopaka napisała, że się odnalazł. Nie chcę tego opisywać, to zbyt prywatne, ale gnojek (mentalnie, nie wiekowo) wykazał się skrajną nieodpowiedzialnością. Należałoby się lanie na kwaśne jabłko.
I to właściwie wszystko na dziś. Albo prawie wszystko.

W planach mam czytanie książki pożyczonej od Bogusia, bo najwyższy czas ją dokończyć, trzeba niebawem zwrócić koledze jego własność, ponieważ dobiega końca moja hospitalizacja. Na obiad dogodzę sobie francuskim daniem clafoutis z czereśniami, które wreszcie wczoraj wydrelowałam do końca. Pomogła mi trochę sąsiadka, która przed moim domem przysiadła się na pogawędkę. Potem przyszła jeszcze T-owa i miło, lekko spędziłyśmy ten czereśniowy wieczór. To lubię!

Wpadła też w odwiedziny koleżanka ze swoim psem, co mnie bardzo ucieszyło, bo dawno się nie widziałyśmy. Gdy emocje ze znaną nam obu D. opadły, zyskałam poczucie większej klarowności w moich relacjach. Jakoś tak przejrzyściej, chociaż chwilami pusto w uwolnionej przestrzeni. Sądzę, że to stan przejściowy, bo natura nie znosi próżni i prędzej czy później pojawi się coś lub ktoś w zamian. A przynajmniej nie rozpraszam swojej energii na ludzi tego niewartych. Więcej czasu na tę książkę od kolegi i inne obchodzące mnie sprawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz