sobota, 18 lipca 2026

Hajda w miasto!

Noc upalna. Chociaż spałam, "jak mnie Pan Bóg stworzył", obudziłam się pod kołdrą spocona i niepachnąca. Było już późno, więc na pytanie siostry, czy jadę z nią na działkę, odpowiedziałam przecząco. Nie chciało mi się spieszyć, zostawiać w domu rozgardiaszu, przełykać w pośpiechu byle czego zamiast porządnego śniadania. Trochę żałowałam, ale za chwilę telefon od Mateusza rozwiązał moje rozterki. Mateusz nie ma dzisiaj ludzi do pracy i jak zwykle w takich sytuacjach, zwrócił się do mnie. Mnie się nie uśmiecha w ten upał sprzątanie poddasza, ale z niechęcią się zgodziłam. Pomyślałam jednak - przyznaję - co by było, gdybym pojechała na działkę i zostawiła kolegę na lodzie? Jak by sobie poradził? Ale koniec końców, to mój wybór, że mu pomagam, nawet jeśli pokonuję niechęć.

A więc śniadanie, pani Marto, prysznic, koniecznie też pościelić łóżko i hajda (lubię te staroświeckie, literackie słowa) w miasto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz