Znowu wpadłam z rana na oddział. Miło i ciepło mnie przywitano, poznałam dwie nowe pacjentki i od razu złapałyśmy dobry kontakt. Pogawędziłam też z ulubionym kolegą, a jakże. "Ponaprzykrzam" im się jeszcze pojutrze, po mam w serwisie protetyki obiecane jeszcze jedno urządzenie do testowania. To dzisiejsze niespecjalnie zdało egzamin, ale uśmialiśmy się z Bogusiem przy próbach.
Do pracy przyszłam z wyżej wymienionego powodu nieco później. Znów bardzo dobrze funkcjonowałam ; jak ja, doprawdy, żyłam bez zotralu?! 😄
Po południu podskoczyłam zajrzeć, co ciekawego mają na przecenie w szmateksie. Nooo... sporo mieli... Postanowiłam podjąć w sierpniu wyzwanie: przez cały miesiąc nie przekroczę progu żadnego z tych sklepów!
I - proszę sobie wyobrazić! - po powrocie do domu starczyło mi czasu i energii na wstawienie szybkiego prania, przygotowanie obiadu na jutro (wstępnie był już przyrządzony), umycie naczyń, przyrządzenie koktajlu z mleka i bananów na kolację oraz pasty z twarogu i makreli na jutrzejsze śniadanie. Pozachwycałam się także nowo narodzonymi bliźniaczkami - wnuczkami mojej sąsiadki. Pierwszy raz je dzisiaj wiziałam, mają dopiero dwa tygodnie. Śliczne są jak wszystkie maleństwa.
Tylko jakoś nad książką skupić się trudno. Ale spróbuję, gdy już wyłączę komputer.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz