Wczoraj i dziś miłe spotkanie z kolegą. Dziś we dwoje ot tak, na ulicy, a wczoraj z dwójką wspólnych znajomych w cukierni. Pretekstem było testowanie mikrofonu do moich aparatów słuchowych. Towarzystwo wczorajsze było kosmpolityczne, bo nasza koleżanka jest narodowości ukraińskiej, a na spotkanie przybył też jej mąż - gaduła świetnie mówiący po polsku. To było naprawdę miłe, choć trudne spotkanie. Trudne, bo w cukierni panował hałas, dochodziły też dźwięki ulicznego ruchu. Mój kolega po tym spotkaniu stwierdził, że trzeba jeszcze przetestować aparaty sama na sam, więc dzisiaj pod koniec dniówki przyszedł odwiedzić mnie w pracy. Pogadaliśmy tam chwilę a kończyliśmy pogawędkę już na ulicy. Urządzenie słuchowe słabo zdało egzamin, ale sama jakość naszej rozmowy - przednia. Kolega jest wspaniałym człowiekiem i podobno mnie również za takowego uważa. Ciekawe, jak potoczy się ta nasza znajomość. Czy przerodzi się w jakąś głębszą przyjaźń? Mam nadzieję, że tak, chociaż staram się nie tworzyć mrzonek. Ale lubię, lubię, lubię ogromnie...!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz