Edukuję się, kurrrde mole 😉
U AI wyczytałam, że popełniam błąd samowolnie przerywając na weekendy kurację encortonem. Podobno bardzo sobie w ten sposób szkodzę, bo "na" encortonie organizm przestaje produkować dostateczną ilość kortyzolu odpowiedzialnego za energię życiową. Szanowna sztuczna (inteligencja) stwierdziła wręcz, że może to być przyczyną moich "zjazdów". Skończyłam więc z przerwami na własną rękę, chociaż nie jestem zachwycona uzależnianiem się od środków farmakologicznych. Pomysł na "dyspenzę" wziął się stąd, że zaleconą mam przerwę w zażywaniu mojego drugiego stałego lekarstwa, hydrochloroquiny (kto tę szaloną nazwę wymyślił w miejsce dawnego plaquenilu?), więc odpuściłam sobie na te dni całego mojego "Mendelejewa". Ale już będę grzeczna, zastosuję się do wytycznych i nie wydziwiam. Zestaw ten uzupełnia jeszcze witamina D, której miałam niedobór, ale ostatnie badania wykazały, że poziom się podniósł. Miesiąc temu psychiatra niezależnie od reumatologa dorzucił mi zotral.
Farmakoterapia, odsądzana gdzie niegdzie od czci i wiary, bywa po prostu potrzebna. Nie wiem jeszcze, jak encorton, ale specyfik od psychiatry ewidentnie działa. Nie mogę uwierzyć, że można się czuć tak po prostu normalnie i dobrze ; prawie zapomniałam, jak to jest. Dziwię się, jak żyłam z notorycznym zmęczeniem i jak je pokonywałam.
Mam nadzieję, że nie przejdę całego życia na lekach, ale się z tym liczę i jeśli mają podnieść jakość mojego życia, nie zamierzam się przed nimi wzbraniać.
Tylko szkoda, że się już wina nie napiję albo mojego ulubionego ajerkoniaku. Ale to kosz wart swojej ceny, a trzeźwość i autentyczność są same w sobie cenne... i to nie slogan bynajmniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz