czwartek, 8 października 2026

Znów oswojona rzeczywistość.

Wracam na właściwe tory, odzyskuję pion. Czuję się dzisiaj bardzo dobrze. Mierzę to między innymi stopniem tak zwanego ogarnięcia się. Całkiem nieźle byłam dzisiaj ogarnięta w pracy, a potem i teraz w domu. Zaprowadziłam porządek wokół siebie, pozmywałam, poukładałam, przygotowałam sobie garderobę na jutro.

Po pracy pojeździłam po mieście na rowerze i pobuszowałam na szmateksowych przecenach. Kupiłam sobie to, co planowałam i co naprawdę mi się podobało, więc jestem zadowolona. Mam wreszcie całoroczne ażurowe botki do letnich sukienek, poza tym wpadły mi w oko też ciemnobeżowe balerinki z gumką wokół "wejścia". Mam płaskie pięty - bo w końcu gdzieś człowiek musi być płaski dla równowagi! - i płytkie buty nie trzymają się moich stóp, spadają.
Dobrze, że na korę mózgową płaskość nie padła 😂

Z pracy zwolniłam się wcześniej, bo dziś wypadło spotkanie Klubu Pacjenta. Klub jest wybitnie kameralny, ale dobrze robią mi te spotkania. Doświadczam tu ciepła, zainteresowania, wsparcia. Dzielimy się doświadczeniami, co uświadamia mi, że nie jestem wyjątkowa pod tym względem. Jak często nie mamy pojęcia, przez co przechodzą ludzie mijani na ulicy, jakie dźwigają ciężary.

Żalę się niekiedy, że niedosłuch izoluje mnie i oddala od innych ludzi. To jednak każe tym bardziej cenić  dobre relacje i spotkania.
Dziś odwiedziła mnie w pracy koleżanka, poznana już po hospitalizacji, gdy wpadałam w odwiedziny na oddział, odwiedzając znajomych, którzy jeszcze tam zostali. Sprawiła mi przemiłą niespodziankę. Kilka tygodni temu urodził się jej pierwszy wnuczek...

Jest teraz wieczór, "urzęduję" w swojej kuchni, słucham reportażu z radia i wystukuję tenże post. I jest mi dobrze.

Jutro pewnie synuś przyjedzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz