Muśnięte już jesienią Roztocze było przecudne. Przeszliśmy szlak tanwiańskich Szumów - malowniczych miniwodospadów. Trochę się zmęczylam fizycznie, ale warto było. Tylko... na tym się chyba kończą moje pochwały.
Coraz bardziej wybrzmiewa to we mnie i dojrzewa: potrzebuję funkcjonowania we własnym tempie i rytmie oraz na własnych warunkach. Potrzebuję chyba sporo przewartościować.
Mój niedosłuch utrutdnia mi funkcjonowanie w większych grupach. Nie nadążam za innymi, nie rozumiem rozmów, szłam i siedziałam wśród ludzi jak na tureckim kazaniu. Świadoma swoich ograniczeń starałam się nie mieć zbyt dużych oczekiwań, ale jednak czuję frustrację i niedosyt. Mam szczere wątpliwośći, czy chce mi się jutro jechać do Łopienki. Wybiera się na ten rajd były mąż D., którego znam od lat, więc może będzie mi z nim raźniej.
Powiadają (podobno muchy 😏), że w kupie raźniej. Łatwiej na pewno o mobilizację, zachętę, motywację. W pojedyn kę jest to bardziej wymagające, ale chyba czułabym się lepiej, sama sobie dyktując tempo, nie starając się rozpaczliwie usłyszeć i zrozumieć, o czym mowa dookoła. Cenię kontakt, relacje, ale najlepiej czuję się w tych kameralnych, z uważnością na rozmówcę. Nawet niedawna sytuacja pod "Biedronką" pokazała mi jakość indywidualnego kontaktu: gdy ładowałam zakupy na bagażnik roweru, zareagował na to jakiś pan, wymieniliśmy kilka uwag, on podpowiedział mi, jak radzi sobie w takich sytuacjach, a ja potwierdziłam, że robię tak samo (przywiązuję uszy siatki do siodełka i jeszcze na nich siadam, aby bagaż nie spadł). Błahe to, ale wiele mówi. Zdarza się, że ktoś wiedzący o moim niedosłuchu z zaskoczeniem stwierdza: "Ale ty przecież dobrze słyszysz". Tak, jeśli mam warunki, to się dogadam. Tłum, gwar i rozproszenie mi nie sprzyjają.
Naprawdę chciałabym zabawić się kiedyś w turystę indywidualistę i sprawdzić, czy mi z tym po drodze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz