niedziela, 11 października 2026

Melancholie i remedia

Tym razem dziecko pojechało sobie w świat i znowu jestem tylko z kotem.
Odprowadziłam młodego na dworzec, a potem przespacerowałam się po mieście. Zmrok zapada już szybko, ludzi na ulicach mało. Spotkałam znajomego, który pracował kiedyś u nas na jakimś interwencyjnym stażu. To mój rówieśnik z upośledzeniem umysłowym, z trudnej, jak to się mówi, rodziny, skrzywdzony przez los. Niełatwy do lubienia, ale złym człowiekiem nie sposób go nazwać. Właśnie wybierał plastikowe butelki z kosza na śmieci, gdy mijałam go na ulicy. Wyleciał z pracy, stara się aktualnie o rentę socjalną, jego rodzice już od lat nie żyją, a on został w mieszkaniu z bratem alkoholikiem i jego rodziną. Na domiar złego ma podejrzenie raka. Ech, życie... Przemijanie...

Z biegiem lat cieszenie się życiem staje się sztuką nie lada.

Warto jednak dostrzegać tę pełną część naczynia.

Zatem ciesz się, Marto, że tęsknisz za synem, bo to znaczy, że kogoś kochasz. Ciesz się, że jest i żyje.
Ciesz się, Marto, z kota; przecież zawsze jako dziecko marzyłaś o mruczącym towarzyszu.
Ciesz się, Marto, z ciepłego łóżeczka i kręgu lampy oraz dobrej książki.

I rozejrzyj się, Marto, wokół siebie, wśród ludzi i możliwości. Urwał się kontakt z koleżanką z liceum, napraw to. Wybierz się w ładniejszy dzień do sąsiedniego miasteczka. Wpadnij do lasu, spróbuj od nowa robótek na drutach. A w środę spotkaj się z grupą, do której zapraszał cię kolega Boguś. Może on też tam będzie? Pogadamy o jesiennych melancholiach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz