Wybieram dzisiaj przytulny i spokojny wieczór. Wybieram porządek wokół siebie i wybieram sprawczość. Wybieram psychiczny wypoczynek i poczucie, że czas jest mój.
Toteż pozwalam sobie na dużą kawę Inkę przy blogu, a potem odpalam reportaż "Nieświęty" o wspominanym niedawno Niemężu Chustki (wstawię może później stosowne linki, bo teraz już zaczynam ulegać presji czasu, ale można wpisać wspomniane hasła w Google i sporo informacji się znajdzie), zakładam słuchawki na uszy i biorę się za zmywanie oraz zamiatanie. Potem się spakuję na jutrzejszy rajd.
Choć finansowo październik będzie bardziej niż zwykle wymagający (syn rozpoczął studia), zaszalałam z grubej rury i zapisałam się na dwa rajdy: w sobotę po pięknym złotojesiennym Roztoczu, a w niedzielę do Łopienki w Bieszczadach. Łopienka słynie z pięknego obiektu sakralnego i niezwykłych dorocznych odpustów. PTTK co roku organizuje wyjazdy na tenże odpust, więc wahałam się, czy nie pozwolić sobie na tę imprezę innym razem, ale zdecydowałam się jednak pojechać. A kto wie, czy następnym razem nic mi nie przeszkodzi? Już raz niespodziewanie wylądowała w szpitalu bez całkowitej gwarancji, że z niego wrócę...
Dziś po pracy stwierdziłam, że w taką pogodę wracać prosto do domu się nie godzi. Miała być to krótka przechadzka, ale nogi zaniosły mnie aż nad rzekę i nadrzeczne bulwary. Bulwary zbudowano niedawno i stanowią sporą atrakcję dla mieszkańców. Ja, początkowo sceptyczna (bo znowu połacie ziemi zabrane przyrodzie), także doceniłam ich urok. Przyciągają spacerowiczów, dzieci, amatorów sportu i spędzania czasu na świeżym powietrzu. Dziś postanowiłam, że częściej będę tam bywać. Mam jakąś "zajawkę" na urozmaicenie trybu życia, próbowanie nowych rzeczy. Dziś widziałam pana na rolkach, który raczej nie był młodszy ode mnie. Kiedy wreszcie przestanę marzyć o nauczeniu się jazdy, a nie wcielę planu w życie? Za dużo marzę, za mało działam. A okoliczności bardzo mi sprzyjają, bo karta miejska, nowość wprowadzona przez władze naszego miasta, uprawnia mnie do darmowych przejazdów miejską komunikacją. Nie ma już wymówek, że daleko i nie po drodze. Dzisiaj z bulwarów również podrzuciłam się MKS-em.
Jeśli więc pogoda pozwoli i plany się nie pokrzyżują, w następną niedzielę spakuję swoje rolki, ochraniacze na kolana i łokcie - i ruszam na bulwary.
Ruch, nawet najbanalniejszy o niebo skuteczniej mnie regeneruje niż zapadanie się w kanapę przed monitorem. Dlatego internet zostawiam sobie "na deser", gdy już wszystko inne mam z głowy. A teraz marsz do kuchni ze słuchawkami w uszach.
Upiekę znowu chleb na sodzie.
Dorota z "Mało kasy..." też grubo po czterdziestce zadebiutowała na rolkach. Inspirująca dusza!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz