sobota, 24 października 2026

O Sekcie i nie tylko

Nie chwal dnia przed zachodem słońca... no, ale wczorajsze przecież już zaszło 😆

Aczkolwiek blogowanie najlepiej smakuje niespieszne, to jednak zaglądam tu na moment, chociaż czekają różne zadania.

Dzień ładny, pranie można by zrobić i rozwiesić na - jak to się u nas mówi - polu. Uwielbiam ściągać ze sznura takie pachnące powietrzem i słońcem. Coś ugotować trza, coś pozamiatać... Poprosił też Mateusz o przyniesienie opału do jego mieszkania (z jego piwnicy), bo nie ma komu tego zrobić. Zatem spacerek pieszo lub rowerem na jego ulicę.

Mama powiedziała mi kiedyś prostą rzecz: "jeśli było można, to się ludziom pomagało", to było i jest w moim świecie naturalne. Nie kosztem siebie, nie po to, by coś komuś udowodnić, albo i sobie. Po prostu dobrze jest dawać sobie nawzajem wsparcie, to zwyczajnie cieszy i pomaga w życiu. Normalnie do kwadratu albo i sześcianu.

Więc się diabelnie ucieszyłam, gdy koleżanka wreszcie odważyła się namówić do ujawnienia na Facebooku swojej zbiórki pieniędzy. Brak mi czasem pewności i śmiałości, by bardziej zdecydowanie kogoś do czegoś namawiać a jednak czasami warto odważniej artykułować swoje sugestie. Sama nie lubię, gdy mi ktoś coś narzuca, więc starałam się być delikatna, a jednak wreszcie napisałam tej osobie, że moim zdaniem informacja na Fejsie "zrobiłaby dobrą robotę". Wczoraj trochę jej podpowiedziałam, co mogłaby napisać i X. posłuchała. Efekt - kilka datków w ciągu jednego wieczoru! Tak się cieszę, jakby to  dla mnie były te pieniądze.

Wczorajszy wieczór spędziłam w Sekcie (pozwolę sobie tak nazywać tę grupę dla skrótu myślowego - bez cudzysłowu i z wielkiej litery jak każdą inną nazwę). Połączyły się dwa "plemiona", bo istnieje w mieście grupa prowadzona przez inną koleżankę. X. gromadzi ludzi wokół ceremonii kakao. Jest to kakao inne niż kupujemy w sklepach spożywczych - gęste, zawiesiste, dosyć tłuste. Aksamitne i przepyszne. Rozgrzewa bajecznie ciało i duszę. Ludy pierwotne gdzieś w jakichś Amerykach używały go do swoich rytuałów. Myśmy też pili ceremonialnie, z uważnością na swoje doznania i odczucia.

Poczułam wczoraj niesłychane ciepło, radość ze wspólnego przebywania. Poczułam się niczym na , jakimś wigilijnym spotkaniu w wielkiej rodzinie. Wiem, że to wielkie słowa. Unikam wielkich słów i boję się ich, ale wczorajsze odczucie było bardzo autentyczne i głębokie. Było mi dobrze, czułam, że wszystko jest tak bardzo na swoim miejscu, że nie potrzebuję niczego więcej. Spotkanie opuściłam głęboko usatysfakcjonowana i spokojna takim pogodnym spokojem.

Kiełkuje we mnie myśl, by powołać takie plemię w moim mieście, ale brak mi śmiałości i boję się wyzwań logistycznych. Mieć jednak swoich ludzi tu, blisko, to byłoby COŚ. Może w końcu się odważę? Może komuś opowiem o moim marzeniu, a może anonimowo zasygnalizuję swój pomysł w facebookowej przestrzeni? A nuż ktoś podchwyci, odpowie.

Ta cała Sekta... nie bez powodu ją tak nazywam (bardzo niektórych rozbawiając). Bywa wśród nas górnolotnie, używa się specyficznego słownictwa, no i te ceremonie... Ja także miałam i zresztą mam do tego dystans. Jednak czasami potrzeba niecodziennych słów, by ponazywać to wszystko, co w nas mieszka gdzieś głęboko. Akceptuję tę górnolotność, choć osobiście poszukuję zwyczajności dla niezwykłości... Ale nawet teraz wpadam w nietypowe słownictwo, a to o czymś świadczy. Nie sztuka posługiwać się językiem prostoty i konkretów, mając do czynienia tylko z nimi. A Sekta skupia ludzi, którym to nie wystarcza. A ceremonie? Cóż... wszyscy mam potrzebę wyróżnienia pewnych momentów w życiu. Mamy przecież Wigilię, Wielkanoc, zbliżające się Zaduszki. Mamy potrzebę wypicia kawy w ładnej filiżance czy ubrania się w piękną sukienkę.

...Mam dzisiaj sporo przemyśleń, ale to już zostawiam na inny czas. Czas się ruszyć z kanapy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz