Telewizji nie mam, toteż często nie wiem, co się dzieje w świecie oraz jaka zapowiada się pogoda. Czuję jednak, że ta ostatnia chyba ulegnie zmianie. Dopada mnie senność i zmęczenie. Już do pracy przyszłam w nie najlepszej kondycji, ale dzień był dzisiaj ulgowy.
Rano odbyłam wizytę u psychologa. Stwierdziłyśmy sobie, że właściwie nie mamy teraz nad czym pracować. Jestem w dobrej formie, nie dokucza mi przewlekłe zmęczenie, a z doraźnym sobie radzę. Mój nastrój raczej stabilny ze zdecydowaną przewagą dobrego. Zrezygnowałam z kolejnego terminu, stwierdzając wespół z psycholożką, że w razie potrzeby zawsze mogę wrócić, a kolejki do psychologów nie dłużą się jak do psychoterapeutów - tutaj można i półtora roku poczekać. Wiem o tym ostatnim od "towarzyszy niedoli" z oddziału dziennego. Ja wskazania do terapii nie otrzymałam, a jedynie "kontynuowanie wsparcia", doraźne koło ratunkowe.
W pracy odbyło się dzisiaj nudne zebranie związku zawodowego. Dużo wysiłku mnie kosztowało skupienie uwagi i zrozumienie, co kto mówi. W pomieszczeniu był pogłos, koleżanki głosy mają albo za wysokie, albo za ciche. Umęczyłam się. Potem trochę, przyznaję, "robiłam bokami" swoją robotę, aż wreszcie ku mojej uldze nastała piętnasta.
Po pracy miałam posprzątać u Mateusza, bo nie dopisała jego pracownica. Dostałam jednak sms, że dziewczynę "ruszyło sumienie", w związku z czym moja pomoc nie jest już potrzebna. Przeszłam się zatem troszkę po mieście i wróciłam do domu. Odpoczywam teraz, a za chwilę odgrzeję sobie obiadokolację. Potem albo książka albo jakieś drobne krzątanko po domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz