czwartek, 22 października 2026

Samotność

Pisząc ostatni post, zgubiłam wątek braku towarzystwa. Chociaż właściwie nie wiem, czy warto go powielać, bo chyba już tu wybrzmiał (i to nieraz).

Inaczej dziś postrzegam samotność. Kiedyś bardziej, a nawet bardzo bolała. Dziś często wolę ją od byle jakiego towarzystwa. Od towarzystwa dla samego towarzystwa. Jeśli kontakt i wspólny czas mnie nie karmią - to po co? Bywam niektórymi ludźmi znudzona. Bywa, że wolę sama sobie zorganizować czas niż na siłę w czymś uczestniczyć.

Niestety, ubyło osób wokół mnie. Najbliższa przyjaciółka już prawie nie opuszcza domu z powodu choroby i niepełnosprawności, a w tym domu nie ma warunków do spotkań. Przyjaźnimy się teraz głównie "na telefon". Utrzymywanie relacji z D. straciło dla mnie sens, odkąd pokazała fałsz, tchórzostwo i nielojalność. Mateusz od kilku lat w Warszawie. A reszta dobrych znajomych daleko, albo/i zaabsorbowana swoim życiem.

Czy cierpię z tego powodu? O dziwo, nieszczególnie pomimo chwilowego dyskomfortu. Jestem w tym, na przykład, momencie jak... wiewiórka w swojej zacisznej dziupli, gdy na zewnątrz hula nieprzychylny wiatr.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz