Kupiłam tę mikrofalę. Ekspedientka była na tyle miła, że pomimo obniżki cen, jak zwykle pod koniec miesiąca, wynegocjowała z szefem dodatkowe ustępstwo, skutkiem czego nabyłam sprzęt za sto złotych. Oby nie kryła się w tym pułapka! Sprawdziłyśmy w sklepie, że urządzenie pracuje. Muszę tylko przetłumaczyć sobie obcojęzyczne komendy wypisane na obudowie przy różnych przyciskach.
Kuchenka jest koloru białego, co niebo przyjemniejszego od poprzedniej stalowoszarej. Zawiera miskę przystosowaną od ogrzewania. Targałam ją w rękach do domu, a leciutka nie jest. Nie wiem, czy powinnam dźwigać po mojej pamiętnej operacji, ale nie była też drastycznie ciężka, robiłam sobie też przystanki co kilka metrów. W połowie drogi dogoniła mnie wracająca z miasta sąsiadka i pomogła mi w dźwiganiu. Serdecznie jej za to podziękowałam. Blisko już naszego podwórka napatoczył się mój sąsiad zza ściany. Co chłop, to chłop! Zawołałam entuzjastycznie: "Jasiu, kochanie ty moje!", a on nie czekając na wyjaśnienia, porwał kucheknę jak piórko i zaniósł mi do samego domu. Za jakiś czas mogę się spodziewać prośby o pożyczkę finansową w dowód wdzięczności... No, dobra, pięćdziesiąt złotych mogę mu pożyczyć za obietnicę szybkiego zwrotu.
Dałam się też uwieść choinkowym ozdóbkom ze słomy za śmieszne pieniądze. Widzę już oczami duszy moje maleńkie wigilijne, ustrojone nimi drzewko.
W domu przewróciłam kuchnię do góry nogami w poszukiwaniu przejściówki do zagranicznej wtyczki. Znalazłam ją w piwnicy. Odgrzałam w nowej kuchence trochę resztki gotowanych ziemniaków z lodówki i zjadłam jako "czekadełko". W restauracjach tak nazywa się przystawki podawane, gdy goście czekają głodni na potrawę właściwą. Mój zasadniczy posiłek piecze się właśnie w piekarniku. Zaplanowałam na dziś "potężnego racucha" z piekarnika, bo nie mam ochoty stać nad patelnią. To innnowacja i eksperyment w mojej kuchni. Ciasto wymieszałam z frużeliną owocową własnej roboty, co praktykuję często. Piekarnik przy okazji ogrzeje mi trochę mieszkanie.
A potem zmywanie, układanie, pobieżne porządkowanie i lektura. Wciąż jeszcze Szwaja, bo niespiesznie idzie mi ta lektura, chociaż lekka jest i przyjemna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz