poniedziałek, 26 października 2026

Oby nam się darzyło!

Nie wiem, jak to się dzieje: bajzel w domu generuje mi się sam! A tak marzę o miłym, nastrojowym mieszkanku, w którym widać, słychać i czuć było moją duszę. Wezmę się za niego, bo spodziewam się dzisiaj gościa, Mateusza, i nie chcę się wstydzić tego "chlewika". Najpierw jednak kawka i może nawet godzinka na spocznij".

Zjadłam obiad, już kolejny dzień ten sam, bo przesadziłam z ilością gotowania. Teraz zagnieździłam się na kanapie pod ciepłym przykryciem z parującą kawą i moim chromebookiem. Kubek na kawę własnoręcznie wykonany w ramach terapii zajęciowej na oddziale dziennym psychiatrycznym, niemiłosiernie krzywy i przez to niezwykły. Nasz terapeuta, pan C, wspaniały człowiek - orkiestra pomalował go i oszkliwił całkiem w moim guście, choć nie konsultowaliśmy się w tej sprawie. Naczynie miało być dla brata, jest nawet podpisane jego imieniem, ale jakoś żal mi się z nim rozstać.

Skoro mowa o rękodziele, spełniłam wczoraj swoje marzenie i wreszcie wzięłam udział w warsztatach motania magicznych laleczek - motanek. Odbywały się Mieście Wojewódzkim (z dużej litery będzie nawet zabawnie) w tak zwanej Warsztatowni, gdzie spotyka się też nasza Sekta.
Motanki już od dawna zachwycały mnie i fascynowały mnie na fotografiach. Natrafiłam na nie gdzieś w internecie. Są to laleczki sporządzane przez kobiety z ludu w dawnych czasach. Sporządzano je z różnych niepotrzebnych szmatek, wykorzystując np. znoszone ubrania, różne ścinki, skrawki i resztki. Nie  używało się przy tym ostrych narzędzi: igieł, nożyczek. Materiał na prawdziwą motankę się drze, a nie tnie, a już na pewno nie należy tego robić na lalce. Dopuszcza się cięcie przed przystąpieniem do "produkcji" i strojenia laleczki. Różne nitki, włóczki sznureczki do wiązania szmatek przerywaliśmy ogniem świecy lub ręcznie.
Motanki mają różne "specjalizacje". Istnieją tak zwane żadanice na szczęśliwy los, wielorączki na pomyślność i sprawność przy pracy, laleczki które dają potomstwo, a także nierozłączki czyli kukiełki kobiety i mężczyzny połączone rękami lub umocowane na wspólnym patyczku.

My motaliśmy wczoraj ziarnuszki na wszelką obfitość. Ziarnuszki, jak wskazuje nazwa, wypełnia się ziarnami kasz, różnymi nasionami. Można "wypychać" je też trawą i ziołami, włożyłam nawet kawałek suszonego muchomora, który według rozmaitych szeptuch ma jakieś swoje moce. Ziarnuszki są grube i pękate jak na specjalistki od obfitości i dostatku przystało.

Praca przy mojej parze: ubranej na ludowo "baby" i jej "chłopa" sprawiła mi niesłychaną przyjemność i radość. Naprawdę terapeutyczna to praca i chyba mam już kolejny pomysł na swoje długie i samotne wieczory.

Czyż samotność nie może być przyjemna? Czyż nie sprzyja zaopiekowaniu się sobą i zadbaniu o swój świat?

Oto mój chłop i baba:

Zapomniałam nadmienić, że wręczyłam moim lalkom po pieniążku w sakiewce, chociaż na zdjęciu jeszcze ich nie mają.




Niechaj się darzy w domostwie naszym!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz