niedziela, 11 stycznia 2026

Rozbrat

Wodnikowa Panna zgrabnie i trafnie to ujęła: utracone iluzje też bolą.
Ilu też ja rzeczy nie widziałam przez tyle nieraz lat? A może nie chciałam widzieć? A może po prostu nie liczyły się wtedy?

Wyczerpuje mi się coraz wyraźniej prawie trzydziestoletnia przyjaźń. Pełna szczerości i głębi, dzielenia się wrażliwością, wspólnymi zamiłowaniami do filozofowania, zachwytów naturą i wierszami. Gadałyśmy o wszystkim, byłam przy X. tak bardzo sobą, jak z nikim innym. Do czasu. To narastało kilka lat zresztą. Najpierw widziałam wiele rzeczy i byłam nawet krytyczna, ale nie naruszały mojej lojalności i wierności. Ostatnie jakieś dwa, trzy lata to  - mam wrażenie - równia pochyła.

Nie mam siły tłumaczyć, opisywać, jak doszło do tego, że znalazłyśmy się akurat w tym punkcie. Nie chcę też odkrywać cudzej prywatności, ani tracić czasu na wytłumaczenia oraz usprawiedliwienia jej i siebie. Napiszę tylko, że coraz wyraźniej widzę zaściankowość myślenia tej skądinąd niesłychanie wrażliwej i autentycznie, moim zdaniem, utalentowanej kobiety, autorki niezwykłych wierszy. Widzę, jak głęboko pogrąża się w wyuczonej bezradności i - za cholerę, za jasną cholerę! - nie pozwala sobie pomóc. Widzę jak bardzo od pewnego czasu moja rola w tej przyjaźni polega głównie na wysłuchiwaniu skarg, złości, lamentów. Czasami próbuję coś podpowiedzieć, ale wszystko jest negowane. Czasami stwierdzam bezradnie, że nie potrafię pomóc. Co wtedy słyszę? "Ja nie szukam pomocy, chcę się tylko wygadać!". Ogromnie to rozumiem, ale ja już nie mam siły robić za konfesjonał! Coraz mniej między nami inspiracji, a coraz więcej jednostronnego użalania się. Jestem zmęczona, a czasami zła. Mam też poczucie winy z tego powodu.

Wczoraj wysłuchałam narzekania na pogodę, rodzinę, zdrowie. Dowiedziałam się o rzekomym manipulowaniu pogodą przez obce państwa... Byłam już dość rozdrażniona i po prostu parsknęłam ironicznym śmiechem. X. obraziła się na mnie i zakończyła rozmowę. Najlepsze było jednak to, że zreflektowałam się poniewczasie, zajrzałam na Wikipedię i dowiedziałam się, ze coś jednak jest na rzeczy i stosowane bywa tzw. zasiewanie chmur. Zwróciłam koleżance honor przez SMS, a ona odpowiedziała mi, że zepsułam jej humor i nie ma ochoty na dalszą pogawędkę.

Dziś próbowałam do niej zadzwonić. Nie odbiera. A ja się zastanawiam, czy warto jeszcze zabiegać o tę relację, czy pozwolić jej więdnąć. Jednak żałobę po dawnej bliskości odczuwam sporą.

Jest mi dzisiaj szczere smutno.


Druga taka to D. ale tę już na blogu "wałkowałam". Dziś relacja trwa, ale bez nadmiernych oczekiwań.

Co jest, do licha? Nie "umiem w przyjaźń" czy co?

2 komentarze:

  1. Przykre. Kilka lat temu pewna moja koleżanka zerwała ze mną kontakt i zablokowała na facebooku, bo nie chciałam dłużej wysłuchiwać jej skarg na życie i wszystkich dookoła, tylko ona jedna nieszczęśliwa, ale bez winy. Dzisiaj rozmawiałam z synem, że jej córka prawdopodobnie odziedziczyła po niej podejście do ludzi i życia. Czasem kończy się czas na ludzi w naszym życiu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację. Trzeba to zaakceptować, chociaż niełatwo.

    OdpowiedzUsuń