I wieczór. I wcześniejszy już znacznie niż w te najdłuższe dni. Jeszcze mi z nimi po drodze, na "listopadzicę" przyjdzie czas - a może jednak mnie ominie w tym roku? Tak się dobrze czuję ostatnio.
Pożywiom, uwidiom.
Wróciłam dziś do domu prosto z pracy, nigdzie nie wstępując i nigdzie się nie włócząc. Z zamiarem drzemki, bo jakaś senna byłam, wyciągnęłam się na kanapie, uruchomiłam laptopa, by zobaczyć, jak się miewa zrzutka koleżanki. Poczytałam blog "Mało kasy, godne życie". Bardzo przyjemnie się go czyta. Skąd jego autorka bierze tyle energii i czas na te wszystkie domowe aktywności? I jeszcze nałogowo czyta książki!
Lektura bardzo mnie zrelaksowała. Zrezygnowałam z drzemki i wzięłam się za własną domową działalność. Od siostry otrzymałam przedwczoraj piękne dorodne grzyby, zebrane przez nią w czasie pobytu na działce. Poleżały do dziś z lodówce, co ani trochę im nie zaszkodziło. Przebrałam je, w większości okazały się zdrowe. Obgotowałam przed chwilą ; będzie sosik! Przebrałam też jabłka, którymi z kolei uraczyła mnie moja sąsiadka pani T-owa. Też poza kilkoma sztukami zdrowe i bez "wkładki mięsnej". Ponieważ jestem "energooszczędna", poczytałam porady, według których śmiało można smażyć owoce ze skórką i gniazdami nasiennymi, a następnie przetrzeć je przez sitko bądź durszlak. Mój durszlak jest metalowy i bardzo przyzwoity 😊.
W lodówce są jeszcze śliwki, może do jutro nic im nie będzie. Jest już ciemno, chcę mieć wieczór dla siebie.
Lubię takie dni bez gnuśności i przewlekłego zmęczenia, w którym jest miejsce i na pracę, i na relaks. Mam poczucie sensownie wypełnionego czasu i miłego zrelaksowania.
Kalina z ostatnich tekstów jednak musi poczekać na moje odwiedziny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz