Uśmiałam się ze zdjęć wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. Poprosiłam o fotkę w roli dzidzi-piernik, ciotki Klotki, hożej wiejskiej dziewoi. Napisałam po tej ostatniej. że jeśli to dziewoja, to ja jestem ksiądz, i w odpowiedzi dostałam Martę w sutannie, ale z koszem polnych kwiatów. Tak mnie to rozbawiło, że pokazałam te moje podobizny na Facebooku, dodawszy na koniec wizerunek z podpisem: "Świtezianka, psiakrew!".
Cały weekend upłynął mi tak pogodnie i w radości.
Wczoraj siostra porwała mnie i syna na swoją działkę. Potrzebny był "chłop" do pracy wymagającej siły, bo siostry mąż nie miał wczoraj czasu, zajęty był inną ważną robotą. Drugim robotnikiem był siostrzeniec. Ja pojechałam głównie dla rozrywki, ale rozpaliłam ognisko na pieczenie kiełbasy i warzyw, przypilnowałam, żeby nie wygasło. Rozpalić ognisko to nie taka prosta sprawa, nie każdy potrafi, a ja umiem i dumna jestem z tego. Nauczyłam się paląc we własnym domowym piecu. Ogień ma swoje zwyczaje i trzeba je poznać.
Oswajam się z końmi. Teraz, gdy zmniejszył się między nami (mną i zwierzętami) dystans, jesteśmy częściej blisko siebie, mój lęk stopniowo się zmniejsza. Nie uciekam już, gdy zwierzę podejdzie do mnie bliżej, a nawet odważyłam się przytulić do jednej z klaczy. Kiedy pierwszy lody zostały przełamane, zaprzyjaźnianie się idzie już o wiele łatwiej i wczoraj wreszcie odważyłam się - dosiąść klaczy! Bałam się, ale zrobiłam to i cieszyłam się niczym dziecko. Konie, przynajmniej te siostry, to takie cudowne, kojące zwierzęta. Siła spokoju i spokój siły. Cudownie przytulić się do ciepłego wielkiego ich ciała. A sierść jaka gładka i miła w dotyku... chociaż czasami spocona.
Chętnie nauczyłabym się konnej jazdy, ale zbyt to ryzykowne przy moich kłopotach ze zdrowiem. Źle mógłby się skończyć upadek z tak wysoka, nie daj jeszcze Boże w pędzie. Jednak na spokojnej, statecznej i posłusznej klaczce siostry pospaceruję jeszcze wiele razy, z największą ochotą i przyjemnością. Sama będę o to prosić ; wczoraj namówiła mnie siostra..
Dzisiaj dzień raczej leniwy. Boli mnie łydka, a ból przywodzi mi na myśl moje skłonności do zapalenia naczyń krwionośnych - wątpliwy urok Sjogrena. Dałam sobie więc spokój z rowerowymi planami. Nie miałam pomysłu na obiad, więc zamówiliśmy z synem pizzę na "obiadośniadanie". Popisałam w internecie, poczytałam, po czym wreszcie stwierdziłam, że czas przecieka mi przez palce, więc trzeba coś ze sobą zrobić. Korzystając z porad sztucznej inteligencji wystroiłam się w spódnicę dobraną do odpowiedniej bluzki. Zestaw uznałam za bardzo udany i jutro wybiorę się w nim do pracy.
AI okazuje się bardzo praktycznym narzędziem. Ostatnio z zapałem konsultuję z nią swoje garderobiane kreacje. Muszę przyznać, że wiele się dzięki temu uczę, zdobywam wiedzę o komponowaniu stroju, dobieraniu dodatków. Zawsze lubiłam się ładnie ubrać, nie znaczy to jednak, że za każdym razem osiągałam dobry efekt. Zdarzały mi się wpadki jak ostatniopiątkowa biała bluzka z dość sztywnego materiału do bardzo zwiewnej granatowej spódnicy. Kolorystycznie było bez zarzutu, a jednak wypadło jakoś tak nijako, nieprzekonująco... Konsultując się z GPT odkryłam, że bez porównania lepiej pasuje dzianinowa luźna bluzeczka z krótkim rękawem. Mam taką jedną beżową za kolosalną sumę trzech złotych.
Wystroiłam się zatem ładnie i podeszłam nieopodal do Żabki, gdzie nabyłam lody oraz coś na jutrzejsze śniadanie. Zjadłam je przed domem, popijając kawą i gawędząc z sąsiadami. Jednej z sąsiadek urodził się niedawno wnuczek, a sąsiad, pan K. wyjaśnił mi, że tzw. "pastuch", drut pod napięciem, którym grodzi się pastwiska, "kopie" bardzo nieprzyjemnie, ale nie jest w gruncie rzeczy groźny. Wczoraj takowym pastuchem oberwałam trzy albo cztery razy, nieostrożnie przechodząc pod drutem.
Pan K. to dawny pracownik i dyrektor PGR-ów. Rozbawił mnie dzisiaj historią, jak to ogrodził pastuchem pole, dla ochrony przed dzikami z lasu przylegającego do gruntu. Dziki początkowo respektowały granicę, ale wreszcie locha wpadła na rozwiązanie: brała rozpęd i z impetem wpadała na drut, przerywając go. A to dobre!
Jutro, albo jeszcze dziś zapewnię moją przyjaciółkę, że "pastuch", aczkolwiek niemiły, nie stanowi zagrożenia dla życia nawet dla drobiu. Jej sąsiad w ten sposób ogrodził swój teren, a przyjaciółka ma nieogrodzone podwórko i obawia się o swoje chodzące swobodnie ptactwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz