Dziś chłodniej - co za ulga! Jednak to chyba pogoda sprawiła, że energię mam cokolwiek niższą, ziewam i nie chce mi się za wiele robić. Na szczęście nie muszę, bo znowu nagotowałam na zapas, a i porządek względny mnie otacza. Jakoś mi jednak dziwnie bez tych wszystkich "muszę" i "powinnam". Jakoś tak sama nie wiem, czego chcę. Myślę, by wcześniej pójść spać, ale obawiam się, że obudzę się w środku nocy i nie będę mogła zasnąć. Minionej nocy też długo przewracałam się z boku na bok. Odzywa się też lęk, by nie wrócił depresyjny "zjazd", skoro odczuwam znużenie. Ale może nie, może to tylko strach ma wielkie oczy.
Wczoraj życie wyraźnie mi pokazało, że nie ma w nim próżni lub, że nie trwa ona długo.
Chociaż D. stanowczo mi się odechciało, tęskniłam za częstymi spotkaniami, towarzystwem. I wczoraj - co za traf! - zadzwoniła do mnie koleżanka poznana za pośrednictwem kolegi z hospitalizacji. Pogadałyśmy sporo czasu i czuję, że chyba mam nową koleżankę. Kolega podobno zachwalał, że byłabym dobrym towarzystwem dla niej, gdyż jesteśmy na podobnym etapie życia i sporo nas łączy. To miłe z jego strony. Wcześniej mówił mi, że ona mnie polubiła. To dla mnie znak, że biegowi rzeczy warto ufać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz