Ach, jak mi dobrze! To wystarczający powód do szczęścia. Po prostu dobrze się czuć.
W pracy równo i systematycznie, bez irytacji i nadmiernego znużenia, z należytym skupieniem (może tylko ociupinę "zjeżdżającym" po południu). W domu wystarczająco energii na szybkie przygotowanie obiadu, a obiadu dostatecznie dużo jeszcze na jutro. Leczo z cukinią, papryką i mieloną łopatką, a do tego ryż. Syn pomógł pokroić warzywa.
Syn dzielnie się spisał w ostatnich dniach, pomagając w pracach na działce siostry, oczywiście wraz ze mną. Wobec siostrzanych koni jest odważniejszy ode mnie, ufa zapewnieniom swojej cioci, że to zwierzęta łagodne i skłonne raczej do ucieczki niż ataku. Zapewne to racja, mają jednak swoje gabaryty i przez sam ten fakt budzą mój respekt. To już i tak sukces, że jestem w stanie przebywać na wyciągnięcie ręki od nich. Nie zmuszam się do niczego, liczę na powolne oswojenie się z tymi silnymi i dużymi zwierzętami. Fakt, że są zachwycające i wspaniałe w tej swoje sile, proporcjach, grającemu życiu w mięśniach.
Cieszę się, że chłopak przełamuje swój opór przed dokończeniem kursu prawa jazdy. Przerwał go na długo po niezdanym egzaminie z jazdy, zarzekał się, że on o jeździe nie marzy. Uporczywie przekonywałam go, że nie wiadomo, kiedy co się w życiu przyda, a dziś bez prawa jazdy na rynku pracy to niemal jak bez ręki, zwłaszcza w zawodach kojarzonych wciąż jeszcze głównie z mężczyznami. Niechże zrobi sobie to prawko i ma z głowy.
Wieczorem planujemy wspólną przejażdźkę rowerami, choć widzę, że pogoda stoi pod znakiem zapytania. Wyraźnie się chmurzy. Ot, czas pokaże. Również na rowerze moja pociecha jakoś chętniej ostatnio jeździ. W niedzielę pokonaliśmy prawie dwadzieścia kilometrów. Zazdrościłam młodemu szybszego niż mój pojazdu. W drodze spotkaliśmy polnego chomika, tzw. europejskiego. Syn widział to zwierzę po raz pierwszy w życiu. Chomik zamarł na widok mojego dziecka, a gdy na miejsce dotarłam ja, zerwał się i co sił w nogach, popędził w pole kukurydzy. "Widzisz, Misiek, tego w domu nie wysiedzisz", skwitowałam.
Teraz mam chwilę dla siebie. Blog już "zaliczony" a w pogotowiu czeka "Ditta".
I jak tu się nie cieszyć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz