Jak dobrze znowu czuć entuzjam i chęć doświadczania, życia. Przyjemnie było o godzinie ósme rano spacerować ulicami miasta, w którym na co dzień się nie bywa, ulicami niewydeptanymi rutyną, nieopatrzonymi powtarzalnością.
Lubię to moje obecne, wspierane przez medycynę życie, jest mi dobrze. Moja przyjaciółka bardzo sceptycznie i nieufnie odnosi się do moich psychotropów, wypytuje, czy nie czuję się sztucznie, czy nie jestem otępiała. Nie, nie jestem.
Poprawa nastroju nastąpiła subtelnie, lecz bardzo wyraźnie, wciąż czuję się sobą i autentyczną. Po prostu mam więcej energii, a za tym idzie lepszy humor. Czyż może nie cieszyć, że po miesiącach wyczerpania, wreszcie czuję się dobrze? A nawet jeśli to sztuczne? Wolę sztuczną dobrą formę od naturalnego (?) "doła".
Jest mi teraz w moim życiu dobrze. Mam wszystko, czego mi trzeba: dobre jedzenie, przyzwoite ubranie, pracę, która zapewnia mi środki nie tylko na podstawy, ale i dzisiejsze Tulaste Randki na przykład. Zdrowotne kłopoty - dziękować Bogu i medycynie - opanowane. A świat wciąż zachwycający, lato w pełni, a ja z zachwytem przyglądam się bocianom za miastem i zielonym lasom. Wczoraj oswajałam się z końmi mojej siostry.
Jest mi tak dobrze, spokojnie... Mogę za ShataQs, piosenkarką powtórzyć: "Jestem wreszcie w swym królestwie". Wypełnia mnie dziś to uczucie.
A Randki? Randki były pełne ciepła i zwyczajnie interesujące. Był to warsztat na temat bliskości, dotyku, stawiania granic, a także dawania sobie przyzwolenia na to, czego pragniemy i co nam potrzebne w relacjach z drugim człowiekiem. Była mowa o znaczeniu dotyku dla naszego zdrowia i dobrego funkcjonowania oraz o tym, jak można podarować sobie ten dobry dotyk również samodzielnie. Warto przytulać się całym ciężarem do drzew, można ciasno owinąć się szalem, o czym nie wiedziałam, a chętnie to wykorzystam. Są też kołdry obciążeniowe i inne przydatne przedmioty. Patent z szalem wypróbuję na pewno, bo na kołdrę obciążeniową szkoda mi pieniędzy i miejsca w domu (a myślalam o niej nieraz).
Rano miałam zabawną przygodę. Idąc wolnym krokiem przez R-owski rynek, usłyszałam, że ktoś coś do mnie woła. Młody chłopak pytał, czy szukam czegoś, bo rozglądałam się wokoło. Okazał się niezwykle rozmowny i śmiały, zaproponował spacer. Ponieważ miałam jeszcze sporo czasu do spotkania, a chłopak był kulturalny i uprzejmy, zgodziłam się na przejście się razem i posiedzenie na ławeczce (żadnych ustronnych zakamarków!). Nie dążę na każdym kroku do potwierdzenia własnej atrakcyjności, ale nie zaprzeczę: połechtało mnie to zainteresowanie. Chłopak sam przyznał, że wraca z wesela i jest pod wpływem alkoholu, stąd zapewne jego śmiałość. Wyznał, że lubi dojrzałe kobiety, pytał, czy dam mu numer telefonu. Oczywiście z uśmiechem odmówiłam i granice wyznaczyłam zdecydowanie, ale oceniam to przypadkowe spotkanie jako sympatyczne, nieszkodliwe i poniekąd zabawne. A ja po raz nie wiadomo który w życiu mam potwierdzenie własnego poglądu na atrakcyjność: jeśli mam się spodobać, to naprawdę nie muszę stawać na uszach!
Z R.wróciłam w okolicach godziny dwunastej, podwieziona przez nowo poznaną uczestniczkę warsztatu. Wysiadłam z jej samochodu koło cmentarza w naszym mieście, więc przy okazji odwiedziłam grób Rodziców. Kosili tam trawę niedawno, więc pozamiatałam obsypany nią grobowiec pożyczoną od "sąsiadów" szczotką. Posiedziałam, podumałam, pokontemplowałam spokój tego miejsca. W drodze powrotnej ujrzałam znajomą sylwetkę. Koleżanka pięknie wyglądała w letniej, niedzielnie eleganckiej sukience, a towarzyszył jej mężczyzna... z którym podobno definitywnie zerwała jakiś czas temu. Nastąpiło to nie po raz pierwszy, ale znam rozsądek S. i nie martwię się o nią. Dziś jednakże zażartowałam: "To może nie wygłupiajcie się już", wyrażając swoje miłe zaskoczenie, że znowu ich widzę razem.
Wreszcie dotarłam do domu, wypiłam nieprzyzwoitą ilość Pepsi, którą kupiłam jeszcze wczoraj przed wyjazdem na działkę mojej siostry, do jej koni. Wyzerowałam ją, jak mawia mój syn.
Wczoraj na basen nie poszłam z powodu wyjazdu na działkę. Zamierzałam wybrać się dziś wieczorem, lecz właśnie moje osobiste potomstwo zaskoczyło mnie propozycją wspólnej przejażdżki na rowerach wieczorem.
Synusiowi, nawet dorosłemu, się nie odmawia! Nieczęsto już uprawiamy wspólnie sport.
Radosny post, fajnie 🌞
OdpowiedzUsuń