czwartek, 10 września 2026

Szok

Dziś wybrałam się na comiesięczne spotkanie w Klubie Pacjenta.
Potrzebowałam na to spotkanie kilkugodzinnego urlopu, więc podeszłam do gabinetu koleżanki, referentki do spraw administracyjnych, bo u niej się takie sprawy załatwia. A że P. rozmawiała właśnie przez telefon, usiadłam obok na krześle i cierpliwie czekałam, by wyłuszczyć, z czym przyszłam. W tym samym czasie potrzebowała czegoś również nasza dyrektorka i też na chwilę przysiadła. Nagle P. zaniemówiła, złapała się za usta. Od razu pomyślałam: chyba ktoś umarł, pewnie któraś z naszych emerytek. Nie spodziewałabym się jednak nigdy, tego, co usłyszam za chwilę. Ponieważ źle słyszę, podeszłam do dyrektorki i szeptem spytałam o kim mowa, a w odpowiedzi usłyszałam: zmarła Z. 

To kobieta młodsza ode mnie o kilka raptem lat, niewiele. Lubiłam ją, miałyśmy dobry kontakt i trochę podobnych zainteresowań. Czułam z nią pewną wspólnotę.
Z. miała kłopoty zdrowotne, o których długo nikt nie wiedział, lecz wreszcie wyszły na jaw. Potem dyskusyjne się stało, czy powinna pracować na swoim stanowisku, ale pozwolono jej. Były to problemy neurologiczne, więc poniekąd z "mojej bajki". Miała swoje kłopoty z funkcjonowaniem, trudności, więc w pewnym momencie z koleżankami zaczęłyśmy ją zachęcać, by zajęła się sobą troskliwiej, by sięgnęła po wsparcie. Wreszcie dała się przekonać, zaczęła działać. I ledwo zaczęła walczyć o lepszą jakość swojego życia - stało się to najgorsze. Nagle, bez ostrzeżenia ; dopiero tydzień temu rozmawiałam z nią o książkach, które chciałam wypożyczyć dla syna. Ba! przecież przyszła do nas z tymi dwiema książkami nazajutrz.

Nie mogę, nie mogę nadziwić się, że odeszła osoba, której śmierci nie zapowiadało nic, pełna planów, ciekawości życia i świata. A ja kilka lat starsza, wróciłam z operacji, której można było nie przeżyć. I jeszcze jestem, pracuję, żyję.

Jakie plany masz wobec mnie, Boże?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz