środa, 27 marca 2019

Czy pragnienie miłości uwłacza kobiecie?

Robić mi się nie chce, to se siedzę i piszę ;)

Mój ostatni niefortunny adorator niewart jest, by o nim wspominać, ale przy jego okazji myślę sobie o tzw. związkach, pragnieniu ciepła drugiego człowieka i takich tam...
Wdałam się jakiś czas temu w internetową dyskusję o porozwodowej codzienności. Dominowały w niej głosy, jakie to smutne i ciężkie życie. Jedna z uczestniczek wyznała, że bez związku czuje się jak bez ręki, inna skarżyła się na zmęczenie "pojedynczą" odpowiedzialnością za dom, dziecko, siebie.
Zapalczywie polemizowałam z tym smutnym obrazem rozwódki, z przedstawianiem życia samotnej kobiety wyłącznie w czarnych barwach.
Czuję się bez byłego męża wolna, niezależna i swobodna. Odnajduję w tym nowym życiu (właściwie po prawie sześciu latach ono już nowe nie jest) radość i satysfakcję z przyjaźni, spotkań z ludźmi, organizowania sobie czasu zgodnie z własnymi upodobaniami. Otworzyłam się na ludzi i nie boję się uciąć sobie pogawędki w parku ze starszym panem, wyjść na spacer z książką, którą czytam gdzieś na ławce. Nie rozumiem, jak można zrezygnować z koncertu ulubionego artysty jedynie dlatego, że nie ma się z kim wybrać. Czasami nawet wyjeżdżam w tym celu do sąsiedniego miasta, nie czekam, aż ktoś mnie uszczęśliwi swoim towarzystwem, choć gdy mogę komuś je zaproponować, korzystam z tej możliwości. Ale jest to dla mnie przyjemność, nie przymus.
A jednak...
Forumowa koleżanka zarzuciła mi, że sugeruję jakoby pragnienie miłości i bliskiej relacji uwłaczało kobiecie.
I coś w tym jest...
Przez wiele lat bliscy, szkoła, nauczyciele wmawiali mi, że ambitna dziewczyna nie myśli o chłopakach, ma większe aspiracje niż wyjść za mąż. Jakoś wstyd było się przyznać, że owszem marzy się o przytuleniu do czyjegoś ramienia, wspólnych spacerach i całej tej związkowej reszcie. Więc się nie przyznawałam - nawet sama przed sobą. A że byłam dziewczyną z ogromnymi kłopotami z funkcjonowaniem wśród rówieśników, z kompleksami  i urazami - taka "ambitna" postawa była mi bardzo na rękę. Czułam się lepsza, mądrzejsza. A była to tylko fasada.
Z czasem okazało się, że pragnę normalnego dziewczęcego i kobiecego życia. Nie chcę się nad tym rozwodzić, ale niespełnione pragnienia pchnęły mnie w fatalne małżeństwo. Nie miałam ani doświadczenia, ani umiejętności potrzebnych do wspólnego życia, a mój mąż był równie "trudny" i poraniony jak ja. To się chyba nie mogło udać i nie przetrwało.
Dziś otwarcie się przyznaję: choć radzę sobie i doceniam życie singla, jestem z siebie dumna, że potrafię się w nim odnaleźć i to z uśmiechem na twarzy, wcale nie pogardzę dobrym, uczciwym człowiekiem u swojego boku. Nie wypieram się tych pragnień. Choć krótka przygoda z L. była błędem, coś ważnego mi o mnie samej powiedziała, pozwoliła przez chwilę poczuć radość dzielenia z kimś chwil. Chciałabym poczuć to pełniej, z kimś tego wartym.
Chciałabym się tylko ustrzec presji i poszukiwania za wszelką cenę. Chciałabym nie traktować swojego obecnego życia jak poczekalni do tego podobno lepszego. Niech moje życie będzie dobre tu i teraz, cokolwiek i ktokolwiek mnie spotka.

7 komentarzy:

  1. Byłam szcześliwą singielką po rozwodzie całe 6 lat i bardzo mi to pasowało. Nie wiem, jak to się stało, ale spotkałam na swojej drodze faceta, który znienacka mnie urzekł i wpuścił do swojego życia. Wyszłam za niego, mimo że zarzekałam się jak żaba błota...
    Z peryspektywy czasu uważam, że życie singla jest łatwiejsze (a męża mam naprawdę dobrego), bo właśnie możesz robić zawsze to, co sama chcesz robić. Nie musisz się liczyć z nikim - żadnych kompromisów. Czasem trzeba zrezygnować właśnie z koncertu ulubionego artysty, bo to tylko Twój ulubiony artysta, a gdy pójdziesz sama to foch... ;)))
    Do przytulenia się i wypłakania w rękaw, do dzielenia się dobrymi i złymi chwilami w życiu nadają się także przyjaciele.
    Niestety - z góry nie da się stwierdzić, czy ktoś jest wart czy nie naszego zaangażowania, a z wiekiem - myślę - jesteśmy bardziej wrażliwe na porażki w tym względzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Decyzja o rozwodzie była jedną z najlepszych w moim życiu :) To co mogę sobie zarzucić, to tylko to, że tak późno podjęłam tę decyzję. Nie każdy chce być w małżeństwie, może jesteś jedną z tych osób.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo smamu w życiu nie jest dobrze. Fajnie pobyć choćby kilka dni samemu - sama teraz to przeżywam, bo Synowie wyjachali na swoje uczelnie, a Mąż na narty służbowo. I fajnie spędziłam te kilka dni sama ze sobą i swoimi pasjami, ale masz rację - człowiek powinien mieć obok siebie kogoś drugiego - powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się całkowicie zarówno z tym, że bez związku można dobrze i szczęśliwie żyć, jak również z tym, co pisze Agpela: dobrze jest być w dobrym związku, czuć obecność drugiego człowieka, nawet gdy np. wyjeżdża na kilka dni, cieszyć się łączącą nas wyjątkowością.
    Są dni gdy zupełnie akceptuję swoje singielstwo, ale zdarzają się i takie, że odczuwam samotność. To ostatnie dopadło mnie ze zdwojoną siłą po zakończeniu historii z L.
    No, cóż... przejdze...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w poniedziałek oficjalnie się rozwodzę. Dalej się lubimy.
    Gdy słyszę
    - oj, nie udało Ci się w życiu
    Odpowiadam z uśmiechem
    - no właśnie mi się udało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To duże osiągnięcie - rozstać się z kulturą, a nawet sympatią. Mnie i mojemu byłemu nie udała się ta sztuka. Nie zależało mi bynajmniej na wojowaniu z byłym, ale on przyjął wrogą postawę.
      Z drugiej strony - gdyby można się z nim była dogadać, rozwodu bym nie brała, bo i po co? Fajerwerków w związku mi nie trzeba, wystarczy mi zgoda, szacunek i to coś, co sprawia, że chcemy się do siebie przytulać.

      Usuń