Jeszcze garsteczka moich prywatnych aktualności.
Na oddziale dziś kryzys. Ponura pogoda skutkowała moją ospałością i spowolnieniem. Zauważyłam też rozdrażnienie, bo wrócił mój problem sprzed roku. Mianowicie pojawiły się różne rozmowy, wpadający sobie w słowo interlokutorzy i ja rozpaczliwie próbująca połapać się, nadążyć, uczestniczyć. Sfrustrowana i zirytowana nie potrafiłam tego dostatecznie ukryć ani opanować, chociaż się starałam.
Nie uszło to chyba uwadze personelu, zresztą nie trzeba było wielkiego psychologa, by dostrzec moje rozdrażnienie. Za jakiś czas psychoterapeutka poprosiła mnie na osobistą rozmowę. To normalna część procedury na oddziale i taką rozmowę raz na tydzień odbywa każdy pacjent. Dziś dopiero zapoznałam psycholożkę ze swoimi życiowymi perypetiami i z tym, jak trudno mi czasem sobie poradzić. Zwierzyłam się z powracających wątpliwości co do sensu hospitalizacji. Konkluzja oczywista: trzeba dać sobie czas i cierpliwość. Usłyszałam też, że dużo myślę i przyznałam, że owszem, to moja stała cecha.
Dziś po południu odnotowuję lepsze samopoczucie, więcej sił i jakby przebłyski energii. Mam jednak szczerą ochotę na lenistwo i robienie tylko tego, co mi się podoba. A podoba mi się pisać i dumać (jak to "myśliwy"!). Podoba mi się usmażyć sobie wspaniałą jajecznicę z czosnkiem niedźwiedzim na kolację, więc przy okazji wyegzekwuję jednak od siebie nieco powinności: umyję te wszystkie nazbierane przedwczoraj liście i poczytam, jak je przechować, by się nie zepsuły, bo przywiozłam ich sporo. Zmyję też kilka naczyń i nastawię pranie, bo syn zapomniał pomimo wczorajszych deklaracji.
Wieczorem do Biedronki niech już idzie sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz