Połowa miesiąca śmignęła. Do pewnego momentu lato wydaje się długie, ale przełom sierpnia i września przypomina o przemijaniu. Październik jeszcze dość łaskawy, ale o listopadzie myślę niechętnie. Ani się nie obejrzymy, a nastanie. Liczę na to, że dzięki leczeniu psychiatrycznemu łatwiej będzie mi go przetrwać.
Wczoraj w autobusie spotkałam D. Zapominając o nieporozumieniu, odruchowo i spontanicznie, przywitałam się, zagadałam... D. jechała w odwiedziny do koleżanki i napomknęła, że w tygodniu zaprosi mnie na kawę. Przez jakiś czas się wahałam, co ja na to. Dzisiaj zwierzyłam się wspólnej koleżance i ta ustawiła mi wszystko w jasnym świetle. Ma rację: jeśli tylko z grzeczności, z sentymentu do tego, co było - to po co? Po co, skoro nic mi to nie wniesie, skoro D. i tak nie zrozumie mojego spojrzenia na sprawy? Niech idzie swoją drogą i niech się jej dzieje jak najlepiej. Odleciała w swoje złudzenia, marzenia, fantazje i nie chce ani nie potrafi "zejść na ziemię". Mamy odmienny styl życia. Stefania (zmieniam imię) twierdzi, że D. wciąż za czymś goni, szuka tzw. atencji (nie lubię tego określenia, jest błędnie rozumiane), chciałaby, aby życie było jedną wielką imprezą, a i napić się lubi. Ten jej "gruby łysol" (moje - przyznaję, złośliwe - określenie) też się Stefce nie podoba, uważa go za człowieka ograniczonego. Ja nie zdążyłam go poznać, ale chyba D. żyje przy nim wreszcie tak, jak lubi: cięgiem jakieś wyjścia, zabawy, potańcówki, o czym ochoczo powiadamia świat na Facebooku. Wieeeelkie kufle piwa, a za kuflami oni. Dla urozmaicenia czasem pizza jak koło młyńskie na pierwszym planie.
Nie, nie będę się przypominać D. i mam nadzieję, że jednak zapomni o swojej propozycji.
A propos picia, pod naszym domem znowu stała karetka pogotowia. Sąsiad regularnie dostaje ataków padaczki alkoholowej. Był już i w szpitalu (nieraz), i na odwyku - i figa z tego, pije nadal. Jego matka, wdowa złego słowa o byłym mężu nie powie, ale ci, co go znali, mówią, że i on za kołnierz nie wylewał.
...A kalina ma już czerwone korale. Widziałam w mijanym rano ogródku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz