Wstałam dzisiaj obudzona przez budzik, toteż dosyć wcześnie. Piesio potrzebował spaceru, więc przeszliśmy się pobliskimi ulicami, a po powrocie jak wbiłam się w ubraniu pod kołdrę, to spałam aż do trzynastej z minutami. Nie wiem, dlaczego, widocznie tego potrzebował organizm.
Teraz jakaś rozmemłana jestem, ręce zimne, choć w piecu napalone, prace domowe typu pranie, sprzątanie, gotowanie - jak mawiał Tata - nie przede mną, ni za mną.
Jedno jednak załatwione: szwagier wymienił mi szafkę pod zlew! Stara była napuchnięta od wody, ledwo już stałą skutkiem kilku poważnych awarii hydraulicznych. Raz niemal się pode mną zawaliła, gdy wyszłam na blat, by pościerać kurze na wiszącym kredensie. Łagodnie się zapadła i na szczęście nie połamałam nóg ani rąk. Podparłam ją kostką drzewnego brykietu, którym palę w piecu, bo niczego bardziej poręcznego nie miałam akurat. Brykiet się sypał, w kuchni wciąż było brudno. Co za ulga teraz móc sobie porządnie posprzątać i poukładać! Cieszę się jak radosny dzieciak.
Mam jeszcze jeden powód do radości: rozpoczynam długi urlop wypoczynkowy. Długo chorowałam w tym roku, przebywałam kilka miesięcy na zwolnieniu lekarskim, skutkiem czego urlopu wykorzystałam bardzo niewiele i mogę sobie teraz pozwolić na więcej wolnego. Wracam do pracy dopiero po święcie Trzech Króli. Ogromnie się cieszę na domowy, prywatny czasu, brak tylu przymusów, relaks.
...Wczorajsze spotkanie w "sekcie" było bardzo piękne. Siedzieliśmy w kręgu świecy i płynęły zwierzenia na temat jesieni, czasu ciemności i zanurzania się we własne światy. Uległam nastrojowi i poczułam, jak dobry może być listopad ze swoimi długimi wieczorami, czasem dla siebie i bliskością innych ludzi. Jak przyjazny może być "mój intymny mały świat". Wcale mi się nie chciało dziennego światła, gwaru, ruchu, było mi jak pod ciepłą kołdrą, pod którą chce się leżeć i leżeć. Czułam też więź z ludźmi, jakąś gotowość do wyjścia im naprzeciw, włączenia się w rozmowę, a nawet zainicjowania jej. Chyba pierwszy raz, odkąd uczestniczę w Kręgach, choć oczywiście zawsze budzą we mnie pozytywne odczucia. Nabieram otuchy, że i Sylwester może być całkiem udany, więc chyba dołączę do planowanej imprezy. Muszę tylko upewnić się, że w razie kryzysu będę mogłą pozwoliić sobie na odpoczynek, wytchnienie gdzieś z boku, choćbym miała się położyć w kącie na własnej macie do jogi
Jaka szkoda, że mój kolega zrezygnował z tych spotkań i nie dał sobie szansy ani czasu na lepsze poznanie się z kręgiem. Bardzo chciałabym dzielić z nim tę wspólną przestrzeń, ale nie będę go przekonywać i uszczęśliwiać na siłę. Muszę uszanować jego decyzję, a zadecydował, że rezygnuje z Kręgów raczej całkowicie. Przeszkadza mu, że tam w przerwie między "oficjalną częścią" rozmawiają ze sobą osoby znające się dłużej, on ma natomiast dużą trudność, by zagadać do nieznajomej osoby.
Po pierwsze nigdy bym go o takie trudności nie podejrzewała ; przecież to on pierwszy odezwał się do mnie, nowej na oddziale dziennym i wprowadził w życie grupy. Miał poczucie humoru i dowcip, nie wspominając o inteligencji. Po drugie - po co katować się presją, by coś mówić, by inicjować? Spokojnie! to przyjdzie naturalnie. Stachura pisał: "Dajcie czasowi czas", a życie wciąż mnie przekonuje, że miał rację.
Szkoda, bo to ważny dla mnie człowiek.
Zastał mnie już ten ciemny jesienny wieczór. Ruszam zaraz w miasto z Rikiem, który potrzebuje spaceru. Zajrzymy do jego mieszkania, nakarmimy kota. Po drodze odbiorę paczki z paczkomatu, o co prosiła mnie Rikowa pani. Podobno są nieduże, więc poradzę sobie z nimi nawet prowadząc psa na smyczy. Wezmę plecak, by mieć swobodniejsze ręce.
Dobrze mi zrobi świeże powietrze oraz ruch, bo po tym długim spaniu czuję lekkie pobolewanie głowy.
P.S. Ciekawostka i zaskoczenie: Idąc z psem poczułam, że jestem zadowolona z braku śniegu, wilgoci, śliskich chodników i przemakających butów. A przecież kocham śnieg!
Starszość, ani chybi! 😁
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz