wtorek, 30 kwietnia 2019

Deszczowa piosenka

Deszcz jak sznury z kryształowych paciorków tak ładnie łączy niebo i ziemię. Rynna wyśpiewuje deszczową piosenkę (tylko dlaczego cała woda spływa do sąsiada? Mój szczypiorek też chce pić!), liście drzew lśnią jak lustra, a zdążając wczoraj na mszę pogrzebową, zachwyciłam się równiutkim jak malachitowy kobierzec, soczystym trawnikiem na dziedzińcu naszych dominikanów.
Tak, dobrze mi dzisiaj z tym deszczem.
Oglądam sobie w internecie wyposażenia mieszkań, szukam inspiracji. Brakuje mi w salonie barw, a nie chcę urządzać wnętrzarskiej rewolucji, zresztą uważam, że nadmiar małemu pomieszczeniu nie posłuży. Szukam raczej dodatków, które ożywią i ocieplą moje otoczenie. Lubię przytulne i pogodne mieszkania.
Spodobały mi się witrażowe klosze do lampek, mam ochotę wstawić sobie taki w miejsce dawnego, rozbitego przez syna, który bawiąc się w chowanego strącił go ze ściany.
Mam wiele sympatii i sentymentu do etnicznych dekoracji oraz do tego całego szeroko pojętego New Age. Podobają mi się dzwonki wietrzne i kolorowe szkło, przez które przenika światło. Obiecałam sobie, że jak zwierzę, co znaczy swoje terytorium (aczkolwiek w sobie właściwy sposób :) ), zamanifestuję takim paciorkowym dzwonkiem w oknie: jestem u siebie!
Nie mam z góry ustalonej wizji mieszkania, napawa mnie obawą ogrom pracy, którą sobie wyobrażam, ale wierzę i widzę, że małymi kroczkami można osiągnąć wiele, że już pierwszy taki kroczek może sporo zmienić.
Wzięłam się solidnie do pracy przy rozpakowywaniu zmagazynowanych w garażu manatków. Jak to z robotą bywa, diabeł okazuje się nie taki straszny, jak go malują. Że też ciągle jeszcze się na "diabła" nabieram, uciekam, odsuwam od siebie, zamiast chwycić byka za rogi. Przekłada mi się to na wiele dziedzin życia - ot, refleksja...
Rozliczałam wczoraj, a raczej rozliczyła mi siostra PIT. Wyszedł spory zwrot za syna, a więc kolejny zastrzyk gotówki.
I tak naprzód, Marto! I niczego się nie bój, bo nigdy nie ma tak, żeby jakoś nie było. Wbrew ostrzeżeniom niektórych, wbrew czarnym prognozom, daję sobie radę ze swoim życiem.

Na Facebooku "polubiłam" stronę, gdzie można wylosować cytat z Biblii na każdy dzień. Dzisiaj taki:

Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały! Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu - w piecu utrapienia. Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj! (Syr. 2, 4-6)



Taki obwieszony kryształami deszczu świerk zaglądał mi rok temu do kuchni na trzecim piętrze. Fotografia jest mojego autorstwa.

6 komentarzy:

  1. Też lubię kolor we wnętrzu. Życzę owocnych inspiracji zatem :)
    Deszcz był bardzo potrzebny, ale może w te pierwsze majowe dni niech słońce zalśni :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eko, przypomina mi się Twoja pyzata lampa :) Lubię tak przywiązać się do czegoś, tak trochę... spersonalizować :)
      Nie wiem, jak u Ciebie, ale u mnie pierwszo i drugo-majowa pogoda kapryśna. Dzisiaj wytrzymało bez deszczu. Trochę słońca, ale i wietrznie. Mimo to zakosztowałam ruchu na świeżym powietrzu, jeszcze jestem spocona po grabieniu ogródka.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  2. Bardzo poetycki wpis, niemal usłyszałam tę deszczową piosenkę. Wczoraj na straganach w mieście widziałam i witraże, i dzwonki i zastanawiałam się, czy któryś by Ci się spodobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię patrzeć na świat oczami poety, ale tak pięknie malować słowami nie potrafię, podejmuję tylko mniej lub bardziej udane próby. Zachwyca mnie ta umiejętność na blogu e-ka. Z przyjemnością ją czytam i polecam.

      Usuń
  3. Właśnie zaczęłam czytać książkę "Żałoba jest podróżą.Jak zmagać się ze stratą" (Kenneth J. Doka), autor pisze, że żałoba po stracie byłego małżonka to bardzo naturalny, aczkolwiek nieakceptowany przez społeczeństwo, stan, tak jak żałoba po rozwodzie. Może uda Ci się dotrzeć do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Wiaterku, za podzielenie się tytułem. Zwrócę uwagę na tę książkę.
      Niestety, nawet moja mama z dezaprobatą powiedziała mi kiedyś: "Wspominasz go jak boga". A to nieprawda. Nie jak boga, ale człowieka, z którym dawno temu wiązało się jakieś nadzieje, którego znałam na tyle dobrze, żeby wiedzieć, z czym się zmagał za życia i jakie ciężary dźwigał. Współczuję mu trudnego życia, doceniam to, co widzę teraz wyraźnie: niepoddawanie się "przeznaczeniu", słabościom, chorobie. Nie zawsze robił to mądrze, nie zawsze udolnie, ale mimo wszystko stać mnie dziś na jakiś szacunek.

      Usuń