Rano padał deszcz, a późnym popołudniem wyjrzało słońce. Dżdżysta pogoda ma swój urok, ale to słońce niesie energię, witalność, radość.
Miałam nie zaglądać do szmateksów - i co? I pstro!
"Zachorowałam" na elegancki plecaczek w czarnym kolorze. Nosi się teraz takie naśladujące ładne torebki, bardzo to funkcjonalne rozwiązanie. Mam już jeden, ale granatowy, nie do wszystkiego pasuje. Plecaka nie było, za to trafiły się wymarzone sandały-botki, na płaskiej podeszwie, bo z obcasami już dawno się "rozwiodłam". Świetnie takie botki wyglądają do zwiewnych, zamaszystych spódnic, jakie bardzo lubię nosić.
I właśnie gdy wyszłam ze szmateksowej sutereny na światło dnia, powitało mnie słońce.
Z upodobaniem wykorzystuję teraz kartę miejską i gdy się spieszę, albo nie chce mi się daleko iść, podrzucam się miejskim autobusem (u nas mówią MKS-em). Podrzuciłam się zatem i z powrotem do domu, a teraz dziwię się, dlaczego czuję zmęczenie, skoro się nie nachodziłam. Czym to może być spowodowane? Dreptaniem po hali z ciuchami? Miałam ambitne plany kuchenno-domowe, tymczasem zmieniłam plany i bezwstydnie się obijam.
Czytam jak najlepszą powieść blog "Mało kasy, godne życie". Jest szalenie inspirujący i bardzo ciepły. Właśnie te inspiracje przyświecały moim dzisiejszym ambitnym planom ; od autorki można się naprawdę wiele nauczyć.
Dziś jednak nie mam zapału do pieczenia chleba ani do gotowania zupy. Akcja jutro.
Ja z kolei napędzam konsumpcjonizm polowaniem na Vinted: jak się wstrzelić w algorytm, to można wyszukać fajne oferty. Co do zmęczenia - coś chyba było w powietrzu w ostatnich dniach, bo nawet ja padałam wieczorami bez życia.
OdpowiedzUsuńOj, napędzam ten konsumpcjonizm, ale tym razem zrobiłam to w pełni świadomie, bo takie botki do letnich sukienek już dawno mi się podobały, fajnie to wyglądało na zdjęciach u szafiarek.
UsuńNa vinted sama chętnie bym coś wystawiła, ale jakoś nie mogę się przełamać.