środa, 14 października 2026

Codziennostek nowa garść

Niektóre stany ciała i ducha czasami trudno odróżnić, a za to łatwo pomylić.
Za długo garbiłam się wczoraj przed laptopem przy stole. Dziś odczuwałam napięcie karku, a takie napięcie u mnie często sygnalizuje stres. Nauczyłam się zauważać takie odczucia  i dociekać przyczyny - i dziś odkrycie. Pomogłam sobie w pracy, wykonując ukryta w toalecie kilka asan jogi, a przede wszystkim psa z głową w dół. Ćwiczenia przyniosły autentyczną ulgę. Jednakże wybiłam się wczoraj ze snu - a dlaczego, zaraz napiszę - i jestem także niewyspana. Toteż pośpieszna notka na blogu i zmykam w objęcia Morfeusza. Może jeszcze Szwaja do poduszki.

Szukam sobie zajęć na te zbyt ciche i zbyt długie wieczory bez syna. Oglądam radzieckie kino (przedwczoraj "Los człowieka"), a wczoraj pisząc na Gemini o muzyce, natrafiłam na wzmiankę o pianinach cyfrowych. Temat mnie zaciekawił, się poszperałam w internecie i cóż wyszperałam? Darmową stronę do nauki gry na klawiszach, ćwiczenia ze znajomości dźwięków i nut. Kapitalna sprawa! Wciągnęło mnie do tego stopnia, że zasnęłam po północy. Dziś też poćwiczyłam, ale z rozsądku ograniczyłam sobie czas na to.
Marzenie o grze na jakimś instrumencie towarzyszyło mi od dziecka, lecz nikt z dorosłych nie potraktował tego poważnie. Dziś mnie samej wydaje się to fanaberią, ale koniec końców - fanaberii mieć nie wolno?! Czy komuś one szkodzą? I kto powiedział, że tylko wybitnie uzdolnieni mogą grać?

Wieczorową porą wzięłam udział w spotkaniu Bogusiowej grupy terapeutycznej. Boguś, niestety, zajęty był w tym czasie pracą zarobkową i nie mógł sobie na spotkanie pozwolić, ale podobno dobrze mnie tam zarekomentował (sam tak stwierdził). Było sympatycznie, wspieraliśmy dziś młodego chłopaka, którego czeka ważna zmiana w życiu i który bardzo się tego obawia.

Dostałam też wiadomość z PTTK, że planowana na najbliższą sobotę wycieczka została odwołana z powodu braku chętnych. Nie ma tego złego... Zostanie trochę grosza w kieszeni. Na jutro za to zapisałam się na warsztat z japońskiej techniki hafciarskiej zwanej sashiko w mieście wojewódzkim. Zaintrygowały mnie zdjecia tego haftu w przypadkowo znalezionym ogłoszeniu o zajęciach.

W niedzielę z kolei czeka mnie nauka robienia kolczyków z piór - również marzenie od dawna odkładane od dawna.

Oj, nie żałuję sobie w tym miesiącu!

1 komentarz: