sobota, 19 września 2026

Witaj, soboto

O, soboto! O, rozkoszy wysypiania się, ile dusza zapragnie! O... sole mio, bo powitało mnie błękitne niebo za oknem.

W wolny dzień często trudno mi się pozbierać. Kusi pałętanie się pół dnia w piżamie w akompaniamencie rozgrzebanego na pół "salonu" łóżka. Wygodne to, ale potem bywam niezadowolona, ze nie wyściubiłam nosa z domu, że przegapiłam coś fajnego w mieście, że nie zażyłam uroków przyrody na przedmieściach ani nie rozruszałam starych kości na rowerze czy basenie. Wyznaczyłam sobie zatem granicę czasową na "gnicie" w łóżku przy laptopie, a potem ruszam do aktywnego życia - spokojnie, bez wariactwa, ale jednak.

Ociągam się z płaceniem rachunków tego miesiąca, bo chciałam coś podliczyć, odgrzebać ostatni wydruk i porównać. Trza dzisiaj nad tym usiąść.

Chleb mi się marzy, choć jeden, a może pójdę za ciosem i zrobię zapas. Roboty tyle samo, tylko proporcje inne. Jest ekonomicznie? Jest. Wyszperałam wersję dla leniwych, nie zagniataną. Kiedyś miałam taką "fazę" na własne pieczywo, że z pół roku nie jadłam kupowanego. Prawdę rzecze autorka wspomnianego wczoraj bloga, że domowe zupełnie inaczej syci.

Strzeliło mi też do głowy upiec sobie blachę warzyw na kilka dni. Na ich bazie można sporządzać zupy i sosy. Chociaż cenię niemarnowanie żywności, nieraz w lodówce wyzionie mi ducha jakaś pojedyncza marchewka czy pietruszka. Warzywa podobno można piec bez obierania i na bieżąco poddawać obróbce. Zresztą czy nie gotowaliśmy z mężem w skórkach do sałatki?

...Eeeech! Mialam właśnie palnąć: i żyjemy. Aaaa!

...No i jeszcze do apteki trzeba podskoczyć, bo zabrakło wczoraj leków i pani "magister" obiecała, że dzisiaj będą. Wyciągnę z garażu rower i machnę sobie przejażdżkę, a po drodze załatwię sprawunki.

Kilka jeszcze pomysłów lęgnie mi się w głowie, ale nie wszystko naraz. To efekty inspiracji z bloga oraz poszukiwań sposobów na oszczędzanie czasu w kuchni. Gotować lubię, ale pół życia wśród garów to niekoniecznie.

Na koniec dowcip, którym zgorszyłam kiedyś feminizującą koleżankę:

- Co robi kobieta w kuchni? 
- Jest na swoim miejscu.
- A co robi w pokoju?
- Łańcuch ma za długi


Z feministkami łączy mnie sporo pogladów, łańcuchom mówię veto, ale zgłaszam veto również dla braku dystansu i szczypty autoironii.

2 komentarze:

  1. Świetnie brzmisz! Ja też zwróciłam uwagę na czysty błękit za oknem. Już niedługo październikowe błękity i żółte liście na ich tle, uwielbiam te widoki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam złotą polską jesień. Uwielbiam świetnie się czuć :) To ostatnie samo w sobie jest powodem do radości.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń